Wyniki wyszukiwania dla zapytania: Egzamin zawodowy rozwiązania

>więc przykro mi , panie magistrze, może za rok, pan będzie miał mocną
> już pozycję itd...
> więc może pan panie magistrze chciałby pisać z wolnej stopy?
> 7 tyś. za otworzenie przewodu.

hehe jakbym słyszala mojego promotora:))))
z ogromna przyjemnoscia bede promowal pani prace, gdyby sie pani zdecydowala
pisac z wolnej stopy. to jest lepsze rozwiazanie przy takiej odleglosci od
uczelni. Albo moze za rok, zobaczy pani sama, czy pogodzi prace zawodowa z
praca na uczelni?
taak. takie zycie:) powodzenia na egzaminie. Szkooda ze u nas nie zrobili
rozmowy jak zwykle jesienia, tylko w lipcu. Najwyrazniej mialam nie zostac
doktorantem.. w tym roku;)
pozdr.


niewyspany77 napisał:

> mathilda2 napisała:
>
> > Kryteria
> > przyjec sa uzaleznione od uczelni.
>
> Wazne jest tez, ze tam gdzie sa w danym kierunku studia zaoczne/dzienne
> doktoranckie to nie ma praktycznie szans na wolna stope. Malo - jak sie w
czasi
> e
> trwania tej wolnej stopy otworzy dzienne/zoczne te same to trzeba przejsc z
> wolnej stopy i pozaliczac zaleglosci (znam taki przypadek).
>

pierwsze słysze
jeśli masz jakieś lightowe pseudobadanka, które nie wymagają pracy
laboratoryjnej to wolna stopa jest dla ciebie idealnym rozwiązaniem.
zaoczne studia dr są tylko po to organizowane aby wyrwać kasę naiwniakom.

zważ tez, że na studiach musisz trzyamć się terminów (przewód,egzaminy,itp.) za
ich przekraczanie naliczają jakieś chore kary. pracując full time możesz miec
problemy z dotrzymywaniem terminów.
> > Co do tematu - wypalenie zawodowe to
> > oklepany temat przynajmniej n a mojej uczelni, ja jak pisalam swoja prace
> mgr t
> > o
> > nam powiedziano "wszystko, tylko nie wypalenie zawodowe nauczycieli".
>
> Potwierdzam. Nie tylko nauczycieli, to dotyczy calego zagadnienia wypalenia
> zawodowego.
>

emocje, oszustwa i moralne postawy
Gość portalu: Dagny napisał(a):

> [...]Rozwiązywałam testy i internetowo i w redakcji.
> Egzamin, jak jeden z wielu. Jutro się okaże, co dalej. A
> tymczasem szkoda nerwów na dyskusje o tym, czy GW swoich
> stażystów wyzyskuje, ile płaci i jaki był poziom pytań.
> Pożyjemy, zobaczymy.
> I nie dziwcie się sobie, że w redakcji traktowaliśmy (-ście ;-
)
> się mało przyjaźnie. Przecież to "walka" ;-) Czy wygrają
akurat
> najlepsi, tego nie wiem. Najważniejsze to to, żeby się teraz
tym
> zbytnio nie "eksajtować" ;-) Życzę powodzenia! Wszystkim ;-)))

Dagny, na tym polega życie, aby ulegać emocjom, choć to nie był
żaden stres - te egzaminy. Albo byłem zaangażowany w
rozwiązywanie testów, albo wokoło mnie panowała iście pokojowa
atmosfera. :-)
Swoją drogą przy tej ilości czasu mozna było odpowiedzi
wyszukać w internecie. :-) Małe niedopatrzenie GW.
Ciekawe ile osób pokusiło się na takie rozwiązanie?

A i jesze jedno: GW sprawdza teraz nasz poziom wiedzy, erudycje,
warsztat. A co z etyką zawodową, moralną postawą kandydatów?
Tego przzecież nikt nie sprawdza. A szkoda. [he,he 3 zdania i
każde na "A" się zaczynało]

byc dobrym... najlepszym nauczycielem, dla uczniow
Bardzo lubie uczyc i chce podnosic swoje kwalifikacje. Akurat jestem na takim
etapie, kiedy musze podjac kilka waznych decyzji co do mojej przyszlosci
zawodowej, zmieniam miasto, wiec chcialabym rozwiazac sprawe w jak najbardziej
optymalny sposob.
Koncze studia jezykowe, ale uprawnien pedagogicznych po nich nie mam. Planuje
je zrobic... ale teraz pytanie.
Czy warto isc na studia podyplomowe na SWPS (kwalifikacyjno - metodyczne
studia nauczania jezyka angielskiego), czy moze zorbic kurs dajacy uprawnienia
pedgagogiczne, a moze zdac CELTE?
Chcialabym byc w przyszlosci rowniez metodykiem, zajmowac sie programami
nauczania oraz je realizowac.
Bardzo chce byc dobra, w tym co bede robic. Nie do konca jednak wiem, jaka
droge powinnam wybrac.
Moze warto jakies dodatkowe egzaminy zdac?

Bede wdzieczna za wszelkie sugestie bardziej doswiadczonych ode mnie osob :)


Witam, rzeczywiście w PKiN w Katowicach co roku są organizowane warsztaty
fotograficzne, ale trudno się załapać, w Dąbrowie nic takiego nie ma (i długo
nie będzie bo trzeba spłacać centrum administracyjne i władze nie mają do
fanaberii głowy ;))
Zresztą mnie jest potrzebna szkoła z prawdziwego zdarzenia która daje dyplomy.
Jest kilka szkółek typu Żak czy Profesja, ale one są trochę niepoważne, mają
marną kadrę i chcą absurdalnych pieniędzy bo czesne to ok.2000 semestr + koszt
materiałów min.500 sem. + własne aparaty, a praktyki mają nie w najlepszych
studiach fot. ale w jakichś maleństwach z automatem, gdzie nawet nie wiedzą, że
zdjęcia można wywoływać własnoręcznie.
Jest jeszcze UŚ z wydziałem telewizyjnym, gzie kierunek fotografii już podobno
funkcjonuje.
Na razie chyba najlepszym rozwiązaniem jest kurs ESKK z egzaminem zawodowym w
Poznaniu. Korespondencyjnie uczysz się całości teorii i po zdaniu egzaminu ma
się tytuł technika. Na własną rękę trzeba sobie znaleźć praktykę u dobrego
fotografa.
Będę szukała dalej. Pozdrawiam.

Kampanię wyborczą przeprowadzę zgodnie z wymogami prawa. Moja aktywność nie
jest niczym nowym, więc trochę się dziwię tym zarzutom. Sztab WOSP przy stow.
Wspólne Miasto działa rzeczywiście bardzo prężnie. Jest to zasługa moich
młodych współpracowników, którzy zdają egzamin ze sprawności organizacyjnej.
Jak na razie idzie im bardzo dobrze, a jak im wyjdzie zobaczymy po podsumowaniu
akcji ok 15 stycznia. Rzeczą, której nigdy nie ukrywałem jest to że stawiam na
ludzi młodych. Mają pomysły, energię, chęć działania, niestandardowe
rozwiązania i to oni muszą mieć szansę realizować się w naszym mieście.
Właśnie młodzi ludzie pomogą rozwinąć nasze miasto. Oni i ich kreatywność. Po
za tym działałem, działam i będę działać na rzecz pomocy ludziom potrzebującym.
To nie ma NIC wspólnego z moimi ambicjami politycznymi, które realizuję
konsekwentnie i jak mniemam aktywnie na innych forach. Choć przyznaję, że moja
pozycja polityczna ułatwia i usprawnia działanie charytatywne.
Powiem jeszcze, że w Jeleniej Górze, która mi się marzy, jest bardzo wiele
miejsca na to, aby odpowiedzialne i duże projekty miejskie realizowali młodzi
ludzie. Dla nich znajdą się miejsca pracy i odpowiedzialne funkcje. To oni będą
mieli wreszcie szeroko otwarte drzwi do kariery zawodowej i realizowania
swoich ambicji. I będzie to perspektywa zależna wyłącznie od kompetencji, a nie
koloru legitymacji partyjnej.
Pozdrawiam z Nowym Rokiem 2006. I życzę wszystkiego dobrego!
Z wyrazami szacunku
Robert Prystrom

Gość portalu: mellow napisał(a):

> nie chcę bronić korporacji prawniczych ale w przyjęciach na
> aplkacje muszą być limity bo bo absolwentów jest za duża jak na
> możliwości szkoleniowe bez względu na to kto aplikację będzie
> przeprowadzał. Ale jedno jest konieczne - UCZCIWE egzaminy.
> Zdawałoby się że to banalne, ale do niektórych nie dociera...

To jest chore myślenie. Prawnik po studiach podejmuje pracę i w jej trakcie
chce podjąć szkolenie zawodowe organizowane przez pracodawcę i korporację -
tak to fukcjonuje na świecie. W Polsce mamy sytuacje odwróconą w zasadzie
powinien najpierw zdać egzamin na aplikację, aby podjąć pracę prawnika. To
jest chore z definicji. Chore ponieważ los wielu jest powierzany w ręce
komisji. Z praktyki wiemy, ze ci nieliczni to buraki, ktore za nic mają
przepisy prawa. Chyba nie rozumiesz na czym polega wolność wyboru i
wykonywania zawodu oraz wolność osobista. I dlaczego miałbyś wiedzieć skoro
twoja siatka pojęciowa została ukształtowana tak abyś godził się na największe
bzdury i bzdety myśląc, że jest to absolutnie racjonalne rozwiązania. Wiesz
SLD i PZPR oraz grupy interesów tak działają, że prezentują wieśniakom
prymitywne opinie i rozwiązania, a kiedy ci je bezrefleksywnie akceptują
zapeniają ich, że są inteligentami. No niewątpliwie są jakimiś inteligentami,
ale takimi którzy nie zbudują nic więcej niż domek z błotka.

Dla "Gazety" Łukasz Bojarski ekspert w dziedzin...
>Można też w ogóle znieść aplikację, a selekcję ograniczyć do
>egzaminu zawodowego - na wzór amerykański.

Moim zdaniem to jest najlepsze rozwiązanie, pamiętając o tym,
że KRPP i NRA nie zgadza sie na przywrócenie wpisu na listy
aplikantów (i skutecznie blokuje wszelkie powództwa niedoszłych
aplikantów), ktorym bezprawnie odmówiono takich praw. W tej
sytuacji osoby, których prawa wielokrotnie i b. brutalnie
naruszono czułyby się zgnojone, gdyby mialy ponownie
przystępowac do jakiego kolwiek egzaminu na aplikacje.

Korporacje tworzą zamknięte klany i dotyczy to również innych
zawodów a szczególnie lekarzy medycyny.Ustawa o samorządach
zawodowych sprawiła, że jako inżynier nie mogę już wykonywać
zawodu bez należenia do Samorządowej Izby Inżynierów
Budownictwa.I ta izba także będzie prowadzić egzaminy na
uprawnienia budowlane i napewno dojdzie do tego samego co u
prawników i lekarzy. Taka sytuacja była juz w latach 60-tych
gdzie egzamin na uprawnienia budowlane trudniej było zdać niz
skończyć studia na Politechnice. Cała ta Ustawa o Samorządach
zawodowych miała służyć obywatelom, ale tak naprawdę chodzi tu o
zabicie konkurencji i podniesienie cen za usługi. Posłuchajcie
Państwo wypowiedzi pana Radziwiłła z samorządu lekarskiego,
który ciągle zastawia się dobrem pacjentów a tak naprawdę chodzi
im o własną kasę a pacjentów mają gdzieś. Mój wniosek, tak jak
jest w Ameryce, rozwiązać wszystkie samorządy zawodowe.

Pomysł jak najbardziej godzien uznania, niemniej problemu
istniejących korporacji nie rozwiązuje. Przywilej kontroli
dostępu do zawodu jest sprzeczny z podstawowymi zasadami
demokracji i wolnego rynku. Gdyby takie uprawnienia otrzymali na
przykład sprzedawcy warzyw, to takie zajęcie też szybko stałoby
się jednym z najbardziej intratnych (a my jadalibyśmy ziemniaki
tylko w niedzielę). Obrońcy aktualnie obowiązujących regulacji
chętnie podnoszą kwestię weryfikacji wiedzy i przygotowania do
zawodu. I słusznie, tyle że kwalifikacje równie dobrze, a z
uwagi na swój obiektywny charakter - nawet lepiej, może
sprawdzać egzamin państwowy. Wydaje mi się, że takie rozwiązanie
funkcjonuje w Niemczech.
Pozostaje jeszcze sprawa osławionej etyki zawodowej. W tym
miejscu mógłbym się roześmiać i pozostawić to bez komentarza.
Chwała tym, dla których nie są to tylko puste słowa, ale wszyscy
wiemy jak to najczęściej wygląda w praktyce. Koleżeństwo i
środowiskowa solidarność.

r.richelieu napisała:

> więc za tymi linkami:
> "praca magisterska
>
> (praca dyplomowa)
> Praca pisana na zakończenie studiów wyższych studiów magisterskich (wyższych
> studiów zawodowych), która pokazuje umiejętności studenta w zastosowaniu
metod
> naukowych i wiedzy teoretycznej w praktyce.
> "
>
>
> "rozprawa doktorska
> Praca naukowa, przedstawiająca nowe, oryginalne rozwiązanie problemu
naukowego
>
> oraz ogólną wiedzę teoretyczną autora w danej dziedzinie nauki i zdolność do
> prowadzenia samodzielnych badań.
> "
>
>
> co jest do bronienia w pracy magisreskiej? pomijając nieliczne prace mgr
będące
>
> faktycznym nowum większość to standardowe pisanie oklepanych tematów w
których
> abslutnie nie ma czego udowadniać. To, że przyjęło się mówić pbrona pracy
> magisterkiej jest tak samo idiotyzcen jak pisanie kropki w
wyrażeniu "napisana
> pod kierunkeim dr.hab" był taki wątek na ortografii i się mocno zdziwiłam
>

jaka jest roznica miedzy praca magisterska a rozprawa (praca) doktorska ja
naprawe wiem i wiem rowniez ze tylko tak sobie czepisz sie i odwracasz kotka
do gory brzuszkiem
nikt tutaj nie kwestionuje bezsensu wielu prac magisterskich, ja rowniez swojej
i wielu bezsensownych pseudobadan prowadzacych do nikad, przypomne temat glowny
to: strij na obrone pracy magisterskiej bo tak sie zwyczajowo egzamin
magisterski nazywa

Zgadzam się ze wszystkimi, którzy widzą jedynie część prawdy przedstawionej w
tym artykule.Trudno pojąć dlaczego kiedyś była praca dla wszystkich : z
zawodowym, średnim, wyższym.Dlaczego inne kraje europejskie i nie tylko
potrafią takie problemy rozwiązać, a w Polsce to praca i zarobki to ciągły
problem?
Druga rzecz która mi się nasunęła po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi to
całkowicie niezrozumiały atak na ludzi z niższym niż wyższe
wykształcenie.Zawodowe, srednie, z matura czy bez ( to tylko
egzamin )...Problem w tym aby wszyscy mogli czuć sie dobrze kraju w którym
żyją.

Gość portalu: rzeszowiaczek napisał(a):

> właściwie o co tyle krzyku, najwięcej krzywdy dzieje się ludziom którzy
> czerpali duże korzyści z rekrutacji na rzeszowski wf, tak korupcjogennego
> systemu dawno nie widziałem - "nie ma egzaminu ale jest rozmowa
> kwalifikacyjna".Wniosek pierwszy rozwiązać kierunek który nigdy nie spełni
> warunków, po drugie nie przejmować się studentami - 90% dała w łapę aby się
> tam dostać a pozostałe 10% sobie poradzi - w końcu Kraków nie daleko. a swoja
> drogą to Urząd Skarbowy powinien zawsze po przyjeciach na uczelnię sprawdzić
> zmiany majątkowe kadry URZ - bardzo by się zdziwił.
oj rzeszowiaczek niewiesz co mówisz, gdyby zlikidowano ten kierunek wielu
studentów niebyłoby stac wybrac się na studia do Krakowa !!
zlikwidowac go i tak nie zlikwidują tylko najwyżej mogą wstrzymać przyjęcia na
nastepny rok, tak prawdopodobnie będzie też we wszystkich do tej pory
sprawdzonych przez Komisję Wyższych Szkołach Zawodowych... żadna z nich nie
spełnia podstawych kryteriów, ale co się dziwić w końcu to raczkujące uczelnie

Połowa uczniów oblała egzaminy zawodowe
.........a dać tym "...profesorom" do rozwiązania te testy, w tym samym czasie
co piszą uczniowie i potem wspólnie wysłać do OKE. I po sprawie. Na to nie
trzeba rozporządzeń, uchwał, pełny obraz szkoły. Jak mogą zdać uczniowie skoro
nauczyciele nie wiedzieli jaka poprawna odpowiedź, tak było u nas w szkole.

Sny

Nie mogę Ci udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Jeżeli mnie śni się coś
niezwykłego, staram się to przeanalizować, dociec, co podświadomość chce mi
powiedzieć. Niekiedy mam po prostu poczucie, że dany sen był ważny i warto go
przemyśleć. Jeżeli we śnie stale powtarzałby się jakiś konkretny motyw (osoba,
zwierzę, sytuacja itp.) uznałabym to za sygnał dotyczący najbliższej
przyszłości lub teraźniejszości. Szczególnie jeśli budziłoby to mój niepokój.
Na przykład, kiedy muszę rozwiązać jakiś poważny osobisty lub zawodowy problem,
często miewam sny o egzaminach, maturze, obronie pracy magisterskiej. Wtedy
wiem (na jawie), że sprawa będzie wymagała ode mnie ogromnego skupienia i
zaangażowania. Takie jest moje zdanie w kwestii przejmowania się snami. Na
pewno nie traktuję ich dosłownie, raczej jako zaszyfrowany przekaz. Staram się
go odszyfrować opisanym wcześniej sposobem.

Etyka w biznesie - rzecz wrodzona czy nabyta?
hubertus_zamoscicus napisał:
> Etyka podobnie jak miłość nie jest towarem i nie ma swojej ceny

Wielu emigrantow, w ostatniej fazie uzyskiwania licencji do wykonywania pewnych
profesji w innych krajach, musialo uzupelnic wyksztalcenie uzyskane w Polsce o
przedmioty i egzaminy z etyki i prawa. Prawo - zrozumiale, bo w kazdym kraju
obowiazuje inne (w odniesieniu do danego zawodu), ale na etyke poczatkowo sie
oburzalam. Co!? Z etyka albo czlowiek sie rodzi, albo nie! Wynosi sie ja z domu
rodzinnego, albo przeciwnie - i zadne nauki tu nie pomoga... Bylam w BLEDZIE.
Kurs trudny, podreczniki - opasle tomiska, rozwazajace wszystkie mozliwe
scenariusze zachowan zawodowych. Na egzaminie rozwiazuje sie rozne kwestie
sporne, przyklady z cieniami podejrzen o nieetyczne transakcje czy rozwiazania.
Mysle, ze ten wlasnie przedmiot wprowadzony na ostatnim roku prawie kazdych
studiow bylby bardzo pozyteczny...

> PS. Od siebie z innej beczki
> Przesiąkam myśleniem biznesowym. Czytam i przygotowuję się do skoku...

Powodzenia w skoku w zwyz! Baaardzo w zwyz – zycze serdecznie.

Ice-tea, wiekszosc z nas, kobiet, ma mniejsze lub wieksze obawy zyciowe. I to
podejrzewam niezaleznie od tego jaki mamy status ekonomiczny i czy jestesmy w
ciazy czy nie. Takie przyszly czasy, taki mamy rynek pracy jaki mamy. O prace i
o to co bedzie dalej boja sie zarowno te dziewczyny, ktore dopiero zaczynaja
samodzielnie zycie jak i te, ktore pracuja od paru lat, w dobrych firmach i
niezle zarabiaja. Nie bede opisywac moich rozterek. Jestem w ciazy, wiem co
mnie czeka, wiem, ze powrot z macierzynskiego moze roznie wygladac, wiec
postanowilam "zainwestowac" w lepsze (a raczej nie gorsze) jutro. Do czasu
rozwiazania chce byc na biezaco z rozwojem w pracy, przejsc te szkolenia, ktore
dam rade i pozdawac wymagane egzaminy zawodowe. Podciagnac angielski, pouczyc
sie niemieckiego. Swojego faceta motywuje to brania nadgodzin, tylu ile sie da,
dopoki dzidzia sie nie urodzila (potem wole zeby byl z dzieckiem) -
zaoszczedzimy troche, bedziemy mieli wiekszy komfort psychiczny. Ja sama tez
postanowilam zaoszczedzic tyle ile sie da (wiesz.. dla dobra sprawy mozna sobie
odpuscic pewne przyjemnosci a kase odlozyc). No i przede wszystkim zmienilam
swoj sposob patrzenia na nasz zwiazek - tzn. zaakceptowalam to, ze bede kobieta
na utrzymaniu swojego mezczyzny (do tej pory nie do pomyslenia, zebym ja -
samowystarczajaca, zarabiajaca na siebie, swietnie dajaca sobie rade bez
facetow - byla... kobitka uzalezniona od faceta).

Znajdz swoj sposob na nastepne miesiace. Przemysl co mozesz dla siebie zrobic i
zrob to. Po prostu wez sie za siebie. Da Ci to komfort psychiczny, nie bedziesz
miala czasu na myslenie o problemach no i efekty beda wymierne.

pozdrawiam
Ola

Na politechnice na ktorej studiowalem lat temu 30 byl zrobiony jeden wyklad w
taki czytany sposob. Byla kniga i trzeba bylo ja przeczytac i sie nauczyc. I
dosc kiepsko ten eksperyment sie potoczyl bo nic w glowie nie pozostalo.

Studenci ucza sie do egzaminu. A nie dla nauki. Taka jest pierwsza madrosc. Nie
sa w stanie ocenic co wazne a co nie. Jakims dziwnym trafem calosc studiow
zamienia sie w jakas kulture: czytania, szukania zrodel, tworzenia struktur
myslowych. Ktore sluza potem w pracy zawodowej tak bardzo roznej.

Ja bylem dobry z matematyki i jeszcze z 10 po studiach bylem w stanie
rozwiwazywac rownania rozniczkowe zwyczajne. Dzisiaj taka matematyka upadla. Bo
sa gotowe kody numeryczne, ktore wiekszosc rownan parabolicznych i
hiberbolicznych pozwala rozwiazac.

A w koncu bycie inzynierem i ksztalcenie inzyniera to dwie bardzo rozne rzeczy.

Ty tez zostan w spokoju.

PF

taaa mojemu braciakowi dziabneli na rok za podobne (wyprowadzał z zaśnieżonego
parkingu starego tylnonapedowca żeby kumpel mógł ich odwieźć do domu - 1,76
promila i ups) coś co tobie tyle ze to nie wawa była i na roku sie skonczyło

ale mała uwaga - sad nie moze Ci zabrać prawka na tą kategorie która Ci jest
potrzebna do pracy zawodowej (zarobku na utrzymanie rodziny) - braciak miał ABC
to na C mu zostawili bo był kierowcą TIRa
tylko nie wiem jaki to paragraf i jaki kodeks bo prawnikiem nie jestem i sie
nie interesowałem tym ...

nie wiem jak to u Ciebie wygląda ale myslę że wskazany byłby kontakt z jakimś
cfanym prawnikiem który za te 500 pln powinien Ci pomóc w rozwiazaniu Twojego
problemu w sposób całkowicie legalny acz nie koniecznie prosty!!!
acha i z tego co wiem to jesli zabrali Ci na więcej niż rok to cóż będziesz
musiał zdać ponownie egzamin .... :-///

pozdrawiam!!!

a co do głupich policjantów - mój wynik za jednym zamachem 14 pkt + 200 pln
(stargowane z 1000) i to za nic - jest wiecej takich przykładów

Korupcja i nieuczciwość zawsze były, są i będą,
również w środowisku prawników.
Zwalczać te zjawiska oczywiście należy, ale trzeba uważać w jaki sposób się to
robi. Boje się, że jedynym rozwiązaniem jakie mogłoby być w tej chwili
wprowadzone będzie powołanie jakiegoś nowego ciała weryfikującego przyszłych
i/lub obecnych prawników pod kątem uczciwości, postawy moralnej etc.
M.in. takie zadanie miały przecież spełniać samorządy zawodowe, a jesli dojdzie
co do czego, to kryją kolegów (nie tylko prawnicze, ale również lekarskie i
inne).
Niestety środowisko prawników to jedna wielka sitwa i taka komisja służyłaby
tylko większym ograniczeniom w dostepie do zawodu.
Moim zdaniem należałoby w ogóle zlikwidować aplikacje prawnicze, ewentualnie
wprowadzić egzamin państwowy dla kandytatów na sędziów, prokuratorów i inne
posady państwowe.
Co do innych zawodów, zwłaszcza adwokatów i radców prawnych - należałoby
wprowadzić mozliwość wykonywania ich od razu po studiach - wówczas wolny rynek
przeprowadziłby najskuteczniejszą weryfikację pod względem kompetencji
prawniczych, a i jakaś weryfikacja "uczciwościowa" przy okazji by zaszła.

Kombinacja musi byc zawsze bo polak bez kombinacji to jak ryba bez
wody. W temacie uprawnien jest wiele roznych naduzyc o ktorych
komisje doskonale wiedza ale udaja ze taki problem nie wystepuje bo
osobiscie a finansowo w szczegolnosci czlonkowie komisji sa
zainteresowani utrzymaniem tego stanu rzeczy.
Zatem co mozna powiedziec na Twoje pytanie'
-data ukonczenia studiow,kierunek, stopien,
-praktyka zawodowa,tutaj komisja moze miec haczyk bo moze istniec
data ...wydania dzienniczka przez komisje,czy dzienniczki sa
wydawane wg.listy? Zatem natychmiast po ukonczeniu studiow,
- mnie nasuwa sie rozwiazanie z praktyka w zawodzie poza Polska.
Dzienniczek jest chyba niepotrzebny. W ogole na zgnilym zachodzie
nikt nic nie stempluje,Prace mozna miec w zawodzie i zawsze sie ktos
znajdzie co podpisze.Nikt z z Polski nie bedzie dzwonil do Niemiec
zeby uslyszec belkot zwany niemieckim z Twojego miasta. Praktyka
zagraniczna jest zaliczana do egzaminu w ...Polsce. Musisz sie
dowiedziec (jest cos na stronie www na ten temat) konkretnie jak to
ma wygladac zeby uniknac pozniejszych poprawek. Zlozysz i do
egzaminu. Byc moze ze go nie zdasz za pierwszym czy drugim razem bo
to normalka. Ale nie bedziesz pracowal za 1500 ZL na miesiac a za
znacznie wiecej. Jak zdasz to sie zastanowisz czy w ogole warto
pracowac w Polsce nawet z uprawnieniami.
Osobiscie oceniam te egzaminy jako wymysl dobrze rozwinietej
biurokracji. Dodam ze za komuny zadnych egzaminow nie bylo. Takie
uprawnienia wazne do dzisiaj otrzymalem i mam do dzisiaj. Do
niczego sa mnie niepotrzebne a pracuje nie w Polsce. Powodzenia

titus_flavius napisał:
> Chaire,
> ciężko się rozmawia z fanatykiem liberalnym.

Nie jestem fanatykiem, a tym bardziej liberalnym, opowiadam sie rynkie
regulowanym!

>Rozejrzyj się po świecie wokół i
> zobaczysz, że ludzie w swoim postępowaniu wcale nie chcą zachowywać się
> zgodnie z tymi teoretycznymi postulatami. Ten idealny rynek to pewna utopia,
> a my piszemy o świecie realnym.

Zastosuj te uwagi do siebie. Mów o świecie realnym i realnych w nim
rozwiazaniach... np tych w USA !!!

> Nie potrafisz odpowiedzieć na proste pytania, które Ci zadałem odnośnie
> mierzenia "wygrywalności". I nie da się na nie odpowiedzieć.

Tytus, nie takie rzeczy bada się statystycznie!!! Jeżeli wydaje Ci sie, że
praca prawnika jest tak skomplikowana, że umyka wszelkim statystykom to
zapewniam, że jestes w głębokim błędzie.

>Praca prawnika nie
> jest w istocie nastawiona na wygrywalność, tylko na rzetelne, uczciwe i
> skrupulatne wykonywanie swoich obowiązków. A tego zmierzyć się nie da

Własnie mamy możliwość obserwacji na żywo, przy okazji FOZZ, na czym polega
praca prawnika... Twoje słowa wobec faktów są tu absolutnie drugorzędne.

> Konieczna jest kontrola nad naborem, szkoleniem, egzaminami, a
> potem piętnowanie czarnych owiec dla przykładu.

W tym miejscu zgadzam się z Toba absolutnie... tylko mały "szczegół": to musi
być kontrola niezalezna a nie pseudokontrola, tzw. samokontrola korporacji
zawodowych, czyli w tym przypadku adwokackiej...

Nauka, kursy w NZ
Witam :-)

W Australii chcac byc na wizie studenckiej z mozliwoscia pozniejszego stalego pobytu, musze
aplikowac o taka wize, oplacic kurs i szkole. Kurs angielskiego najpierw koniecznie, egzamin z niego
a potem moge isc sobie do szkoly zawodowej czy uniwerek. Po skonczeniu moge ubiegac sie o pobyt
staly... A jak jest w Nowej Zeladnii?? Jestem tu teraz turystycznie ale marze o powrocie do Australii a
ostatnio moze o szkole tutaj. To jednak wiadomo drogie. W Au okolo 200$au za tydzien nauki..
Prosze powiedzcie jak sie to ksztaltuje w Kiwi?
1. Ile kosztuje tydzien nauki za kurs jezyka i szkole (np college)
2. Ile kosztuje sama wiza studencka?
3. Co jest potrzebne do skladania podania (ile kasy trzeba pokazac i jakies specjalne rzeczy)?
3. Czy ukonczenie tu kursu jezykowego bedzie akceptowane w Australii...?

Prosze Was bardzo o odpowiedz. Jako ,ze te kursy mam dopiero przed soba nie znam na tyle
angielskiego by smigac sobie na imigracyjnej stronce, a skoro tu jestem a do Polski mi nie spieszno
mysle nad takim rozwiazaniem. Nie wiem czy uda mi sie tu zaparcowac na szkole w Au wiec moze
warto szkole skonczyc tu...?

I jeszcze jedno mnie ciekawi. Trzy tyg temu wylatywalam do Auckland z Sydney, i w Sydney w
okienku wymiany walut dalam kobiecie 180$ Au i za to dostalam... 180$ NZ. Myslalam, ze dolar au
jest drozszy...? Jest 1:1? Pozdrawiam i czekam na jakies rady.

Odpowiem bardzo popularnym swierdzeniem, gdy nauczyciele mówią innym o swoim
zawodzie: "Jeśli Ci tak źle w tej pracy to się zwolnij".

Poza tym kiedy pracowałaś? 5, 10 lat temu? Chyba Cię ominęły wszystkie
najnowsze reformatorskie pomysły ministrów i ich nieudolna interpretacja przez
organy nadzorujące precę szkoły. Minęło Cie też chyba pisanie/tworzenie
bezsensownych dokumentów, które nikomu nic nie dają i nie dały. Przykład? dwa
lata temu dyrekcja z chętnymi nauczycielami poświęciła całe wakacje na
stworzenie pewnego dokumentu. We wrześniu okazało się, za jednym
rozporządzeniem ministra, że cała robota poszła na marne bo przepis/pomysł
reformatorski nieaktualny. A programy naprawcze pisane wtedy gdy jakiś egzamin
wypadnie gorzej od średniej albo komuś się zdaje, że wypadł on gorzej. Czy nie
można tego czasu poświęcić na rzeczywiste rozwiązanie problemu (pracę z
dziećmi/młodzieżą) a nie pisanie kolejnej książeczki bzdurnych papierów
mówiącycj co jest a co by było gdyby. W ten sposób w następnym roku nie ma
poprawy i jest kolejny program naprawczy najczęściej metodą CTRL+C, CTRL+V

Tak to sie utarło już w Polsce, że jak jakaś grupa zawodowa mówi o swoich
prawach to podosi się larum "pokrzywdzeni, uciemiężeni". A szczególnie gdy o
swoje pracy mówią nauczyciele.

Ja nie będę szkalował Twojego zawodu stwierdzeniami "jak zawsze pokrzywdzeni,
najbardziej uciemiezona grupa zawodowa itp" gdy napiszesz mi o problemach z
szefem, że nie dostałaś urlopu gdy chciałaś, że musiałaś w piątek zostać do
20.00. Tego też wymagam o moim.

Pozdrawiam również.

sąd lekarski jest instytucją korporacyjną i rozwiązaniem typowym. Prawa ma
właśnie takie- może pozbawić lub ograniczyć prawo wykonywania zawodu, udzielić
upomnienia, nagany itp. Dlaczego o pozbawieniu prawa wykonywania zawodu ma
decydować "normalny" sąd nijak nie jestem w stanie pojąć. To tak jakby sąd
unieważniał maturę (zwaną egzaminem dojrzałości) - za... niedojrzałe zyciowe
wybory. Egzamin maturalny zalicza szkoła będąca w strukturach systemu oświaty.
Prawo wykonywania zawodu lekarza nadaje Izba Lekarska, będąca w strukturach
korporacji lekarskiej. Prawo jest potwierdzeniem zawodowych zdolności -
uprośćmy sprawę dla jasności - do leczenia. Dlaczego sąd nielekarski ma
decydować o jego odebraniu ? Jak Ci się nie podoba "durny kraik", to z tego co
wiem granice są otwarte.
Niektórzy pacjenci są jednak chorzy... na łepek.

Czyli jeszcze ktoś tu myśli. Oskarżenia o "republikę kolesiów" w poprzednich
postach są prymitywnym, nieudokumentowanym, życzeniowym uogólnieniem.
Komentarze dotyczące przydatności izb i sądów lekarskich są po prostu żałosne,
nie sądziłem, że ludzie o takim IQ są w stanie korzystać z internetu.

jedynie sformułowanie G: Bo jest ona jednym z najlepszych fachowcow na
> Opolszczyznie, ma za soba lata doskonalej praktyki zawodowej i pomogla
> niejednej kobiecie. TO tez trzeba brac pod uwage

jest na miejscu. Od siebie dodam, że państwa polskiego naprawdę nie stać, by
zaprzepaścić kilkaset tysięcy złotych wydanych na edukację zaawansowanego
specjalisty, który nie popełnił błędu medycznego i jest jak sami piszecie
dobrym lekarzem, a tylko ma niejakie problemy, które mogą się rozwiązać.
Żądanie odebrania prawa wykonywania zawodu to absurd. To tak jakby za
niedojrzałe życiowe zachowania (własciwe nam wszystkim) odbierać... maturę
(zwaną inaczej egzaminem dojrzałości).

"Rada Urbanistyczna" (zapewne chodzi o Komisję Urbanistyczno-Architektoniczną)
opiniuje plan. Żeby go zaopiniować trzeba się z nim zapoznać, przeanalizować go
i zaproponować ewentualne lepsze rozwiązania. Żeby być wogóle rekomendowanym do
Komisji trzeba mieć uprawnienia architektoniczne i urbanistyczne, a to wiąże się
ze zdaniem egzaminu na uprawnienia po odbyciu kilkuletniej praktyki oraz
odpowiednim doświadczeniem zawodowym.
Członkowie Komisji nie otrzymują tych pieniędzy "za siedzenie" tylko za pracę.
Zamiast zazdrościć - oddaj swój samochód na przegląd i podczas płacenia
kilkuset, kilkunastuset złotych za wymianę filtra oleju i za czynności wiążące
się z przeglądem - zadumaj się nad wyceną pracy w naszym dumnym kraju.
Kult łopaty i perlistego potu...

> Zgadza sie. Co byloby tez idiotyzmem. W kazdym badz razie pozostawienie ludzi
> na ulicy byloby najgorszym z mozliwych rozwiazan.<

Bezczelnie śmiem twierdzić, że najgorszym z możliwych rozwiązań byłoby pchanie
tych wszystkich ludzi na studia, kiedy absolutnie nie są do nich przygotowani.
Przystąpili do matur, więc ukończyli szkoły średnie. Nikt nie zabrania im
dokształcać się w kierunkach zawodowych. A na poprawę matury, jeśli każe im
ambicja, mają przecież 5 lat.

Dodam jeszcze, że zmiana zasad wydawania świadectw maturalnych post factum jest
moim przekonaniu zupełnie sprzeczna z prawem i z etyką.

Osobiście uważam, że Giertych z nas zadrwił - czy po to stresowaliśmy się pisząc
egzaminy (prawie cały maj) i czekając na wyniki (czerwiec i połowa lipca), żeby
teraz dowiedzieć się, że aby zdać maturę, praktycznie... nie trzeba było jej zdać?

Lekarstwo jest tylko jedno: rozwiązanie samorządu lekarskiego i wprowadzenie
obowiązkowych, cyklicznych egzaminów państwowych (odnawianych np. co 5 lat)
umożliwiających dopuszczenie do wykonywania zawodu. Równocześnie każdy lekarz
powinien mieć obowiązek wykupienia ubezpieczenia OC.
Środowisko lekarska, zinstytucjonalizowae poprzez samorządy, zajmuje się
głównie bronieniem kolegów przed odpowiedzialnością karną i zawodową. Czas
skończyć z bezkarnością lekarzy-ignorantów!

lecz tu najmniej chodzi o pracę, a o wiedzę :)
kierunek na który uczęszczam przygotowuje do szeroko pojmowanej pracy z ludźmi.
co prawda do pracy np. jako opiekun w domu pomocy społecznej najczęściej
wystarczy szkoła średnia - często wykształcenie nie odgrywa nawet większej roli,
ale takie studium tę pracę niemniej jednak ułatwia. podstawowa wiedza z
psychologii jest tu bardzo przydatna i może bardzo pomóc.
jednakże ja nie wybrałam tej szkoły z myślą o podjęciu pracy zaraz po niej. nie
dostałam się na studia, bardzo mało punktów zabrakło mi na moją wymarzoną
psychologię i aby nie tracić roku, wybrałam roczne studium psychologiczne, które
do tych studiów mnie przygotuje. wg mnie jest to lepsze rozwiązanie niż wybór
innego kierunku studiów, na którym będę się jedynie męczyć - gdyż nic poza
psychologią nie interesuje mnie na tyle, aby poświęcić temu moje przyszłe życie
zawodowe. w ciągu tego roku mam zamiar ponownie napisać dwa egzaminy maturalne,
aby podwyższyć wyniki i uzyskać więcej punktów podczas rekrutacji na
uniwersytet, więc mam nadzieję, że w tym roku się uda.
póki co nie żałuję tego wyboru.
ucieczka przed wojskiem? świadczenia? wiem coś o tym - mam w grupie kilka osób,
które głównie w tym celu wybrały tę szkołę, ale to już wyłącznie ich sprawa. ich
interes na co wydają pieniądze. zresztą tacy ludzie znajdą się również na
niejednej uczelni wyższej, zwłaszcza studiując zaocznie...

Zanim tu afera wyniknie: ja nie wiem, KTO bedzie sprawdzal prace z tego
konkursu. Wiem tylko, ze w starych sekcjach sprawdzaja tylko i wylacznie
pracujacy juz tam tlumacze-weryfikatorzy. Ale oni maja doswiadczenie, bo od lat
zajmuja sie weryfikowaniem tlumaczen swoich kolegow. W sekcjach polskich z tego
co slysze, weryfikuja sie nawzajem tlumacze o tym samym niklym doswiadczeniu
zawodowym, ktorym nikt nigdy nie zrobil szkolenia, co to znaczy weryfikowanie.
No ale coz, preselekcja to totlotek, dlaczego pisemnie mialyby nie byc
totolotkiem?
Wglad to prac ma chyba kazdy zainteresowany, ale oczywiscie, jesli nie ma na
marginiesie zaznoczonych bledow, to nic to nie da.
Ale ja jako stary zlosliwiec juz sobie zalatwilem pewien artykul naukowy z
polski na temat European Defence Agency. Jak nie zdam, to juz dzis oglaszam, ze
zrobia oficjalna zadyme, bo ten tekst wybitnie sie NIE nadawl na egzamin. Wiec
albo egzaminatorzy uznaja wszystkie rozwiazania leksykalne albo beda miec
problem z uzasadniem, dlaczego a bylo sluszne a "b" nie....;-)

Komisja pytala glownie o rzeczy zwiazane z doswiadczeniem zawodowym,
tak jakby ukladali pytania pod CV wlasnie,duzo tez pytaja o finanse
co to jest np przychod, profit, cash flow, jakie sa zasady wyceny
zapasow, troche z analizy finansowej, np wskaznik plynnosci, z tego
co pamietam. Pytali tez bardzo duzo o sprawy biezace polityczne i
spoleczne, wtedy byl to problem Rospudy, polowow dorsza,
ograniczenia mocy produkcyjnych stoczni i state aid. Podawali tez
przyklady pewnych zachowan i jakbys rozwiazal/a ten problem, np szef
daje caly czas bardzo dziwne polecenia, kolega z zespolu nie chce
czegos robic, czy wolisz pracowac sam/a czy w zespole. Co
najbardziej podoba Ci sie w kulturze jesli jestes za granica? Co
sprawia ewentualne trudnosci.
Pytali tez o czlonkostwo Turcji w UE, co sadzisz na ten temat,
dobrze czy zle, czy sa przeszkody mentalne i kulturowe itd. Ogolnie
egzamin ustny nie byl taki straszny, przynajmniej takie byly moje
wrazenia. Pozdrowienia

moja droga znam ten typ szkół uwierz mi. Zresztą sama się zastanów. Co to za szkoła która za naukę pobiera pieniądze. Jaki cel dla tej szkoły miałoby wywieranie presji na studenta żeby ten przyłożył się do nauki. Precież jeśli nie zda egzaminu i zostanie wywalony to szkoła straci źródło dochodu. Z tego wynikają konkretne zachowania i studentów i wykładowców. Studenci nie przykładają się do nauki bo i tak wiedzą że zdają ( oczywiście są wyjątki ) tak postawa tworzy określony klimat w szkole. Wykładowcy nie przykładają się do wykładania bo i tak mają odgórne polecenie żeby wszystkich przepuścić bo w końcu z czegoś te pensje trzeba płacić. pozatym do szkoły przyjmuje się każdego bez zadnej selekcji (często decyduje kolejność zgłoszeń) tym samym dostaje się tam każdy nieuk któremu jak najbardziej pasuje ten sposób studiowania. Zrobisz tam licencjat i po tych 3 latach bedziesz zaczynała studia uzupełniające. Papierek dostaniesz taki sama ale uwierz moja droga że wyrwa w wykształceniu jaką ci ta szkoła zrobi w 3 lata będzie nie do naprawienia. Radzę ci kolejny raz. Lepszym rozwiązaniem (jeśli o swojej pasji myślisz poważnie) od prywatnej szkoły jest kolejny rok suminnych przygotowań do egzaminu lub zwykłej pracy zawodowej. te szkoły to fabryki dyplomów a nie uczelnie wyższe.

Pozdrawiam

Łatwiej zostać prawnikiem
Egzaminy na aplikacje przeprowadzane przez państwowe komisje, a nie
korporacje prawnicze; szerszy dostęp do zawodów prawniczych oraz możliwość
dostępu do egzaminu zawodowego nie tylko po odbyciu aplikacji, ale także
poprzez czynną pracę w zawodzie prawniczym - to niektóre rozwiązania
przyjętej w Sejmie poselskiej noweli o naborze na aplikacje. Sejm przyjął
nowelę firmowaną przez posłów PiS stosunkiem głosów: za - 203 posłów,
przeciw - 180, 6 wstrzymało się od głosu.
Za przyjęciem poselskiej noweli jednogłośnie opowiedział się klub PiS (46
głosów), a także większość (48) posłów PO przy dwóch głosach sprzeciwu.
Nowelę poparł też PSL (28 posłów - za, dwóch było przeciw, a nie głosowało 10
posłów). Nowelę poparły także SdPl (głosów za - 25, przeciwnych - trzy;
pięciu posłów nie głosowało) oraz Samoobrona, choć ta podzieliła się: 13
posłów było - za, a 10 - przeciwnych; nie głosowało natomiast 8 posłów.
Również większość posłów z kół poselskich i posłów niezrzeszonych
opowiedziało się za przyjęciem projektu firmowanego przez PiS. Przeciwni
przyjęciu noweli byli posłowie SLD (129), jeden wstrzymał się od głosu, zaś
aż 19 posłów nie głosowało. Przeciwko noweli zagłosowała również zdecydowana
większość (22) posłów z LPR, dwóch wstrzymało się od głosu.

rozwiazanie stażu zawodowego po tygodniu?
Witam
Od zeszłego tygodnia jestem na stazu zawodowym. Miało byc wszytsko
fajnie i piekie. Pracodawca zgodził sie na stazystkę - studentke.
Niestety teraz uniemozliwia mi poszukiwanie pracy. Tzn nie wypuscił
mnie na spotkanie w sprawie pracy i uniemaozliwia mi wyjazd na
uczlnie na egzamin. Jestem na 5 roku i za miesiace sie bronie. nie
chce zawalic studiów czy jest jakas mozliwosc zerwania stazu bez
wiekszych konsekwencji? Niestety firma u której odbywam staz jest
bardzo wpłowowa i wiezami krwi zwiazana z pania dyrektor UP w moim
misecie. Prosze o rade!!!!!

za dużo liceów, za mało zawodówek
Nie będzie lepiej w najbliższych latach. Bo ktoś wymyślił, że wszyscy w Polsce
muszą mieć maturę. No i mamy maturzystów na poziomie absolwentów zawodówek z
czasów PRL-u.
Uczę w gimnazjum i wiem, że uczniowie z ocenami dopuszczającymi i żenująco małą
ilością punktów z egzaminu dostają się do LO. Kidyś były dla nich szkoły
zawodowe, teraz ich nie ma, więc zaniżają poziom liceów, a przecież nie można
nie promować 60% klasy, więc się ciąąąąąąąąągnie - byle do "matury". No i mamy
potem "ogólnie wykształconych".
Nauczyciele przepuszczają z klasy do klasy, żeby jej nie rozwiązano, bo to
wiąże się z kolei z utratą przez nich pracy i...kółko się zamyka>

Korporacje otwarte - brawo POPIS
za onet: owa ustawa o naborze na aplikacje prawnicze
Sejm przyjął poselską nowelę ustawy o naborze na aplikacje prawnicze, firmowany przez posłów PiS. Za przyjęciem ustawy głosowało 203 posłów, przeciw było 180, 6 wstrzymało się od głosu.
Egzaminy na aplikacje przeprowadzane przez państwowe komisje, a nie korporacje prawnicze; szerszy dostęp do zawodów prawniczych oraz możliwość dostępu do egzaminu zawodowego nie tylko po odbyciu aplikacji, ale także poprzez czynną pracę w zawodzie prawniczym - to niektóre rozwiązania przyjętej w czwartek w Sejmie poselskiej noweli o naborze na aplikacje.

przeciw SLD, LPR i pol samoobrony (ale ci to pewnie i tak nie wiedzili nad czym glosuja)

pozdrawiam black

PiS nic nowego nie wymyslił, po prostu "zerżnął"
PiS nic nowego nie wymyslił, po prostu "zerżnął" z programu SD przygotowanego
przez komunitarian! Cytuje: "Uważamy, że obywatele mają prawo do zrzeszania się
w samorządach zawodowych. Korporacje mogą wykonywać czynności zlecone przez
państwo, zwłaszcza w zakresie szkolenia uczniów i aplikantów, egzekwowania
zasad wykonywania zawodu, w tym. etyki i sądownictwa korporacyjnego. Jednakże
przyjęcie do korporacji winno być automatyczne, po zdaniu odpowiedniego
egzaminu przed komisją państwową. Decyzję o wydaleniu z korporacji podejmowałby
odpowiedzialny minister, na szczegółowo uzasadniony wniosek władz korporacji."
Jest jeszcze wiele innych rozwiazan doskopiowania, przez inne partie w tym PiS,
zobacz: www.stronydemokracji.in.com.pl/program/ustroj.html (strona
głowna:www.stronydemokracji.man.pl) lub na witrynie Nowej Demokracji:
www.man.pl/~nowa/program/ustrojpan.html (strona głowna:
www.man.pl/~nowa) więc nie przekonujcie, ze to takie "odkrywcze", bo sie
usmieje, a mam zajady, wiec to bolesne!

Nowa ustawa o usługach turystycznych zabrała up...
Moim zdaniem jest to słusznie podana przez Pana bubel. Być może ustawodawca chciał poprzez odnawianie licencji zapewnić większą kontrolę nad rzetelnością pracy pilotów. Jeśli tak to była to słuszna idea. Niestety środek jaki w tym celu przedsięwzięto jest moim zdaniem faktycznie nietrafiony.
Może nie znam się specjalnie na lingwistyce, ale jako zwykły śmiertelnik uważam, iż utracić zdolność porozumiewania się w obcym języku można tylko i wyłącznie poprzez zaprzestanie używania go i to na czas tym dłuższy im dłużej się tym językiem ktoś posługiwał. Jeśli więc pilot używa np. języka angielskiego bardzo często z racji wykonywanego zawodu to można domniemywać, iż tych zdolności nie traci, ale wręcz je wzbogaca! Jak więc można zmienić ów bubel prawny? Moim zdaniem w prosty sposób - pozostawić odnawialną licencję, ale wprowadzić inne kryteria jej odnawiania. Do głowy przychodzi mi kilka pomysłów, ale tylko jednym chcę się w tej chwili podzielić.
Niech biuro podróży zgłasza czy w zadanym okresie czasu pilot prowadził wycieczki w danym języku obcym (ewentualnie można dodać jeszcze ich ilość). Jeśli tak, to oznacza to, iż pilot był czynny zawodowo więc można licencję przedłużyć automatycznie. W przeciwnym razie można wymagać odnowienia licencji poprzez ponowne zdanie egzaminu. Uważam takie rozwiązanie za rozsądne ponieważ przestanie być uciążliwie dla osób wykonujących zawód pilota na co dzień, natomiast dla pilotów "dorywczych" będzie stanowiło swojego rodzaju weryfikację umiejętności.

Serdecznie pozdrawiam.

na kawe, jasssne... kawa to rozwiazanie/ratunek dla aktywnych zawodowo i generalnie zajetych ludzi. zreszta, jesli on taki niesmialy/niezainteresowany jak mowisz (na jedno wychodzi), nic z tej kawy i tak nie wyniknie.

tak sama zauwazylas, sprawdzaja sie regularne spotykania na uczelni, takie przy okazji - pozyczanie materialow, srutu-tutu na korytarzu i czujesz, ze cos jest na rzeczy :-) krokiem dalej moze byc wspolna nauka do egzaminu, opracowanie jakiegos zagadnienia, referat do spolki, to buduje wiez i moze b. ulatwic sprawe ale nie jest nieodzowne, bo w gruncie rzeczy zupelnie wystarczy, ze w trakcie spotkan na uczelni bedziesz zwracac na niego uwage + luz, usmiech, zarty, zalotny kontakt wzrokowy, ot i cala filozofia. jesli to go nie skloni do inicjatywy, to zapomnij i nie zawracaj mu glowy.

Są tacy rodzice, są...
Ja już nie mam rodziców, a mąż zostawił nas, jestem sama z synkiem.
Żadnej rodziny, nikogo. Jestem po prostu sama - z pracą, domem,
dzieckiem, nauką do zawodowych egzaminów, rozgrzebanym rozwodem. Nie
stać mnie na nianię, zresztą też trudno byłoby mi się przekonać do
takiego rozwiązania chyba. Nie marzę o wyskakiwaniu gdziekolwiek,
marzę o tym, żeby móc uczyc się w dzień, bo spanie 3,5 godziny na
dobę to mało... I o tym, żeby mieć kogoś kto kupi parę rzeczy do
jedzenia, gdy ja albo synek jesteśmy chorzy. Bo to zawsze kataklizm -
ja po prostu biegam z gorączką, ale Młodego z gorączką nie wezmę
przeciez na zakupy, a samego 3-latka w domu też nie zostawię.
Całe szczęście, że mamy prawdziwych przyjaciół. Ale oni też mają
swoje życie, swoje dzieci.

Zerówki tylko w podstawówkach? Są protesty
"Przy wzroście demograficznym, trzylatkach czekających na miejsce w
przedszkolu, utworzenie oddziałów przedszkolnych w szkołach było
jedynym i najlepszym rozwiązaniem - mówi Tomczak."

Jakiś czas temu p. Frankiewicz likwidował przedszkola z hasłami niżu
demograficznego i cięcia kosztów na ustach. Niewiele wody w Warcie
upłynęło a tu mamy wzrost demograficzny i kolejny ciekawy pomysł -
przenoszenie zerówek do szkoły. "Ta sama pani od 0 do 3 klasy"... Ta
pani ma już kwalifikacje na nauczanie od 1 do 3. Teraz musi
dodatkowo, na własny koszt zrobić podyplomówkę by mieć kwalifikacje
na 0. A panie w przedszkolach dotychczas uczące w 0? Na bruk albo
uzupełniać kwalifikacje o nauczanie początkowe (1-3). Ci nauczyciele
muszą posiadać teraz kilka fakultetów, ukończonych kursów i zdanych
egzaminów zawodowych, żeby uczyć za nędzne grosze w szkole. Ciekawe
czy p. Frankiewicz również posiada tak bogate kwalifikacje by
przeprowadzać eksperymenty na poznańskiej oświacie za sporą pensję +
nagrody roczne za "osiągnięcia"? Śmiem wątpić.

Jak zdecydowałam się na terapię to miałam na celu rozwiązać problemy z
nastrojami depresyjnymi, byłam w stanie ogólnego marazmu, przede mną były
egzaminy, wyzwania zawodowe, odchodziłam z poprzedniej firmy z związku z
nieciekawą atmosferą wokół mojej osoby itp
Ale robiąc wywiad ze mną spytał o moją sytuację osobistą, o oczekiwania i
nadzieje w tym temacie i historię relacji damsko-męskich. Potem po pół roku
spytał czy kogoś może poznałam może ktoś w otoczeniu mi się podoba. Uznał za
nienaturalne, że ten temat kompletnie w moim życiu nie istnieje. W lutym czeka
mnie ostatnie spotkanie, bo opanowałam kwestie związane z dołkiem. Przemyślałam
jednak moje funkcjonowanie w obszarze spraw damsko-męskich (przyznałam się w
sobie do strachu, agresji, pomyślałam o tym, że mimo wielu komplementów
codziennie słyszanych od facetów nie dochodzi do nawiązania i utrzymania żadnych
relacji) i doszłam do wniosku, że to nie jest normalne może warto byłoby
skorzystać z fachowej pomocy. Mijają lata, nic się zmienia, a może nawet problem
się pogłębia.

dobrze - zatem wczesna specjalizacja. Pierwszy rok podstawy, potem
specjalizujesz się pod kątem przyszłego zawodu. Ostatni rok studów
(a może i wczesniej) - praktyki w kancelariach. Egzamin magisterski
zastąpić solidnym i trudnym egzaminem zawodowym. Masz prawo
wykonywania zawodu adwokata. Dodatkowo skasować debilny pomysł z
aplikacją sędziowską - trochę trudno wymagać by młodzieniec po
studiach i krótkiej aplikacji orzekał w procesach. Dlaczego nie
pójść w kierunku rozwiążań angielskich? tam trzeba być adwokatem
przez określoną liczbę lat. To pozwala wyeliminować "mędrców" nie
mających pojęcia o życiu.
Problem w tym, ze taki projekt oprotestują wykładowcy akademiccy (po
co zmiany skoro wg nich jest ok) jak i środowiska prawnicze :)

Witaj llukiz.
Wkurzyłeś mnie i niepotrzebnie odpowiedziałem Ci nieelegancko – sorry, ale co
do meritum wszystko jest aktualne.
Przez ostatni czas nie mogłem Ci odpowiedzieć, ale... do rzeczy.

Daruj sobie wykład z geologii. Mam nie jeden już za sobą. Każdy radiesteta,
który ma na koncie setki odwiertów a w dodatku egzamin mistrzowski w rzemiośle
radiestezja przed państwową komisją, musi wykazać się wiedzą hydrogeologiczną.
A uczestnicy forum jak zechcą to zapewne znajdą sobie lepsze źródło informacji
geologicznej.

Ponieważ deklarujesz brak wiary w podawane przykłady to tu pole do dyskusji
jest zamknięte, jak zresztą kwestia pseudo doświadczeń.

Zaskoczyłeś mnie - bo myślałem, że jesteś rzetelny. A tu lekcje nieodrobione.
Nigdzie w wątku nie używałem terminu „żyła wodna”, a już na pewno w moim
poście. Zresztą w życiu zawodowym również go nie używam tak jak pewna grupa
radiestetów, wiec daruj sobie wywody na ten temat. Moja odpowiedź – nie ma „żył
wodnych” są strefy promieniowania geopatycznego. A wody zazwyczaj szukam w
strefach wodonośnych. Być może nie pasuje ci to do twojego stereotypowego
wizerunku radiestetów szukających tzw. „żył wodnych” ale to nie mój problem.
Co do zasad fizyki myślę, że ich nie znasz w stopniu wystarczającym aby
reprezentować świat naukowy. To że współczesne instrumentarium naukowe nie jest
w stanie czegoś stwierdzić nie znaczy wcale, że tego nie ma. Po prostu obecne
metody, wiedza i narzędzia uniemożliwiają zbadanie danego zjawiska. Dla
przykładu, w średniowieczu nie była zdefiniowana grawitacja, czy oznacza to, że
jej wówczas nie było? A prawo powszechnego ciążenia wówczas nie działało?
Weź z tamtego okresu teorie astronomiczne i obrońców „jedynej słusznej” teorii
geocentrycznej. Ci obrońcy mieli prawo ogłaszać ludzi mających inny punkt
widzenia heretykami i palić na stosie.

Żarliwość, z jaką zwalczasz to, czego nie jesteś w stanie pojąć swoimi
fizycznymi zmysłami na nic się nie zda.
Więc zwiń swoje inkwizycyjne sztandary ze świętym ogień oburzenia. Zużyj swój
potencjał intelektualny na rozwiązanie swoich problemów, bo pewnie masz ich
dużo.

No i uważaj koniecznie - nie daj się oszukać.

Pozdrawiam

Gość portalu: m3m napisał(a):

> Ad IGOR_WRW
> Masz rację, że prawo przewiduje mozliwośc powtorzenia egzaminu.
> Dopuszaczalne jest to w 3 przypadkach rozporządzenia
> cytuję
> Par 117.3. W razie stwierdzenia naruszenia przepisów dotyczących
> przeprowadzania sprawdzianu, egzaminu gimnazjalnego, egzaminu maturalnego lub
> egzaminu zawodowego, na skutek zastrzeżeń, o których mowa w ust. 1, lub z
> urzędu, dyrektor komisji okręgowej, w porozumieniu z dyrektorem Komisji
> Centralnej, może unieważnić dany sprawdzian albo egzamin i zarządzić jego
> ponowne przeprowadzenie. Unieważnienie może nastąpić w stosunku do wszystkich
> uczniów (słuchaczy) albo absolwentów w danej szkole lub szkołach, a także w
> stosunku do poszczególnych uczniów (słuchaczy) albo absolwentów.
> koniec cytatu
> od m3m
> > ten przypadek nie zdarzył sie w Opolu
Czyzby m3m? W moim odczuciu naruszono par. 118.1 rozporzadzenia, tj.

"
1. Zestawy zadań i karty odpowiedzi dla sprawdzianu i egzaminu gimnazjalnego,
zestawy zadań dla części ustnej egzaminu maturalnego z języków obcych, arkusze
egzaminacyjne i karty odpowiedzi dla części pisemnej egzaminu maturalnego,
arkusze egzaminacyjne i karty odpowiedzi dla egzaminu zawodowego oraz materiały
multimedialne do przeprowadzenia sprawdzianu lub egzaminu są przygotowywane,
przechowywane i przekazywane w warunkach uniemożliwiających ich nieuprawnione
ujawnienie."

O zestawie pisałem juz - ale przypomne - w przypadku jezyka polskiego zestawem
jest kazde pytanie, jest takim zestawem jednoelementowym. Zestaw = logiczna
całość, np. w przypadku gdy sa 3 zadania i 3 trzeba rozwiazac.

> Par 117.6. Termin ponownego sprawdzianu albo egzaminu, o którym mowa w ust. 3-
> 5, ustala dyrektor Komisji Centralnej.
> koniec cytatu
> od m3m
> czyli nie kurator Opolski
Tu sie akurat zgodze, acz sądze, ze jutro szef Komisji Centralnej wyda decyzje
zbiezna z ustaleniami kuratora.
>
> Namawiam do analizowania postepowania tego
> jegomościa w oparciu o TREŚĆ przepisów prawa, a nie o ogólnik, którym siebyłeś
> uprzejmy posłużyc.
> z wyrazami szacunku
> m3m

Szanowny m3m - wlasnie tak staram sie ten przypadek analizowac. Rozporzadzenie,
ktory obydwaj sie posilkujemy, zostalo zlamane

Konkurs dla zartu ...
Chcialam dolaczyc sie do opisywanych ostatnio na tym forum wrazen po
konkursowych. Otoz mieszkam od pewnego czasu za granica i dobrze mi tu,
zarowno prywatnie jak i zawodowo. Mam bardzo ciekawa i dobrze platna prace.
Od dluzszego czasu bywam czesto w Brukseli, gdzie spotykam Polskich
Urzednikow w Istytucjach Europejskich (PUIE) bywa, ze w Old Oaku (nie
wtajemniczeni niech sprawdzo w innych postach na form co to Old Oak) i nie
tylko. Tacy dostojni i wazni, ze hoho. O ile ktos nie pracuje w Instycjach
(przez bardzo doze ‘I’) to moze laskawie zamienia z nim zdanie, a moze nie.
Wszystkie rozmowy koncentruja sie wokol tematow – MOJA dyrekcja, MOJA
dyrektwa, MOJ komisarz itp, itd. Jezeli nie orientujesz sie w temacie to
mozesz najwyzej Panu Urzednikowi przyniesc piwo. I to bez wzgledu na wiek,
plec i funkcje. Oczywiscie nie chce generalizowac, ale wedlug mnie wyjatki od
tej zasady sa bardzo nieliczne.
Na poczatku myslalam, ze to bogowie, no bo kto inny moglby zdac taki ciezki
konkurs. Tak wiec grzecznie ich sluchalam skwapliwie potakujac. Poniewaz
jednak jestem dosc niepokornym duchem i nie za bardzo lubie wywyzszanie sie
innych (a kto to lubi ?) postanowilam tez sprobowc sil w jednym z wielu
oglaszanych konkursow. Ot tak, by zbadac stopien boskosci PUIE. Konkurs byl
zawodowy, a w moim zawodzie (powiem nieskromnie) jestem bardzo dobra, wiec
wiec do tej czesci nie musialam sie wcale przygotowywac, a poniewaz mieszkam
za granica wiec jezyk to tez zaden problem. Co do wiedzy UE to przyznaje, ze
to bylo bolesne. Nudne i zawile – przynamniej dla laika w tych kwestiach. Tak
wiec troche sie pouczylam i na luziku podeszlam do egzaminu. I wiecie co?
Okazalo sie, ze zdalam caly pisemny i zaprosili mnie na ustny. W tym
momencie PUIE stracili juz dla mnie pol boskosci. Oczywiscie gralam dalej by
zobaczyc jak daleko uda mi sie dojsc. I co ? I dostalam sie na liste
rezerwowa. Malo tego, krotko potem zaprosili mnie na rozmowe wstepna i ....
zaproponowali kontrakt funkcjonariusza. Tu moja gra sie skonczyla poniewaz
(jak na razie) nie mam zamiaru dolaczac do PUIE.
Jaki wniosek z tych wywodow – PUIE nie myslcie, ze jak udalo wam sie
rozwiazac kilka testow i macie gadka gadke to jestescie lepsi niz ci ktorzy
pracuja gdzie indziej.

Przy okazji chcialam serdecznie przeprosic wszystkich tych, ktorzy nie
dostali sie na liste (w koncu prawdopodobnie zajelam komus miejsce kto bardzo
chcial zostac PUIE) z mojego powodu.

Gość portalu: Andrzej napisał(a):

> Gość portalu: mellow napisał(a):
>
> > nie chcę bronić korporacji prawniczych ale w przyjęciach na
> > aplkacje muszą być limity bo bo absolwentów jest za duża jak na
> > możliwości szkoleniowe bez względu na to kto aplikację będzie
> > przeprowadzał. Ale jedno jest konieczne - UCZCIWE egzaminy.
> > Zdawałoby się że to banalne, ale do niektórych nie dociera...
>
> To jest chore myślenie. Prawnik po studiach podejmuje pracę i w jej trakcie
> chce podjąć szkolenie zawodowe organizowane przez pracodawcę i korporację -
> tak to fukcjonuje na świecie.

Świat nie składa się wyłącznie z USA, na szczęście.
Widać, że marzy Ci się wielki skok na kasę. Kiedy jednak wykonacie ten skok to
zobaczycie, że ta kasa jest pusta. Wielu adwokatów i radców prawnych ledwo
wiąże koniec z końcem - nie możesz uogólniać tych najbogatszych na csałe
korporacje.
Poza tym NIGDZIE na świecie nie jest tak, że wszyscy absolwenci prawa zostają
adwokatami lub ewentualnie sędziami/prokuratorami. Są kraje, gdzie tylko kilka
procent trafia do profesji ściśle prawniczych. Reszta zasila administrację,
biznes itd.

Realista

Wmiałbyś wiedzieć skoro
> twoja siatka pojęciowa została ukształtowana tak abyś godził się na
największe
> bzdury i bzdety myśląc, że jest to absolutnie racjonalne rozwiązania. Wiesz
> SLD i PZPR oraz grupy interesów tak działają, że prezentują wieśniakom
> prymitywne opinie i rozwiązania, a kiedy ci je bezrefleksywnie akceptują
> zapeniają ich, że są inteligentami. No niewątpliwie są jakimiś inteligentami,
> ale takimi którzy nie zbudują nic więcej niż domek z błotka.

Etyka adwokata i radcy prawnego w praktyce
Samorząd zawodowy adwokatów, nie ma uprawnień wyboru osób do
wykonywania zawodu tj. przeprowadzanie selekcji kandydatów na
aplikantów. Art. 17 konstytucji RP stanowi jedynie, że samorząd
sprawuje pieczę nad należytym wykonywaniem prawniczych
profesji. Jeżeli opieka dotyczy szkolenia aplikantów
adwokackich, lepszym rozwiązaniem byłaby konkurencja ośrodków
szkoleniowych niż ich scentralizowanie połączone z
ograniczeniem liczby osób uczących się. Z istnienia opieki
samorządu zawodowego wynika też, że osoby pozostające poza jej
zinstytucjonalizowanym systemem, są pozbawione praw do
wykonywania zawodu, co dotyczy 4/5 absolwentów prawa.

Pan A. Berny, który jako pierwszy w 1998 r. doprowadził swoją
skargę do ujawnienia masowego naruszania praw absolwentów do
wpisu na listy aplikantów, bez koniecznosci zdawania egzaminów
do dziś nie został wpisany na żadną z list aplikantów, ponieważ
Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził w swoim wyroku w 2001
r., że nie daje rękojmi wykonywania zawodu radcy prawnego, gdyż
prowadził firmę zajmującą sie egzekucją należności i pomocą
prawną wespół z uprawnionym adwokatem wbrew ustawie o radcach
prawnych. Uchwały o odmowie wpisu na listy aplikantów nie
miały mocy stanowienia prawa, a samo stwierdzenie nieważności
decyzji administracyjnej rodzi skutki od dnia złożenia
pierwszego wniosku o wpis, a więc niejako powoduje stan, że
wszelka pomoc prawna swiadczona po dacie wydania nieważnej
uchwały jest prawnie dopuszczalna. Widać z tego, że mamy nie
tylko prawo cechowe, ale i nadal Rzeczpospolitą Szlachecką,
gdzie z dobrodziejstw demokracji korzystają nieliczne stany, a
przynalezność do stanu szlachectwa zależy od statusu
zawodowego. Jednak cóż to za szlechectwo bez honoru i kultury
osobistej, bez tradycji rycerskiej oraz odwagi cywilnej?

Gość portalu: zdenek.kl napisał(a):

> Pomysł jak najbardziej godzien uznania, niemniej problemu
> istniejących korporacji nie rozwiązuje. Przywilej kontroli
> dostępu do zawodu jest sprzeczny z podstawowymi zasadami
> demokracji i wolnego rynku. Gdyby takie uprawnienia otrzymali na
> przykład sprzedawcy warzyw, to takie zajęcie też szybko stałoby
> się jednym z najbardziej intratnych (a my jadalibyśmy ziemniaki
> tylko w niedzielę).

Czytam tą wyglądającą na sesnowną wypowiedź i zastanawiam się, dlaczego nie
chcesz iść na całość?
Przecież oprócz dopuszczenia do wykonywania doradztwa prawnego osób bez
aplikacji można taki sam przywilej rozciągnąć też na ludzi bez wykształcenia
prawniczego. A potem znieść inne "kastowe" zawody np. lekarzy.

Jak Ci się taka wizja podoba?

> Obrońcy aktualnie obowiązujących regulacji
> chętnie podnoszą kwestię weryfikacji wiedzy i przygotowania do
> zawodu. I słusznie, tyle że kwalifikacje równie dobrze, a z
> uwagi na swój obiektywny charakter - nawet lepiej, może
> sprawdzać egzamin państwowy. Wydaje mi się, że takie rozwiązanie
> funkcjonuje w Niemczech.

W Niemczech kilkanaście lat temu była podobna sytuacja, jak w Polsce -
uważano, ze jest zbyt mała ilość prawników. I co? I wprowadzono aplikację
państwową, przez co liczba prawników z uprawnieniami się podwoiła. Wcale nie
przełożyło się to na wzrost zainteresowania usługami prawniczymi (nawyków i
obiegowych opinii o wysokich cenach ich usług nie da się zmienić w dwa lata),
tylko na wzrost bezwzględności konkurencji i bezrobocia wśród prawników.

> Pozostaje jeszcze sprawa osławionej etyki zawodowej. W tym
> miejscu mógłbym się roześmiać i pozostawić to bez komentarza.
> Chwała tym, dla których nie są to tylko puste słowa, ale wszyscy
> wiemy jak to najczęściej wygląda w praktyce. Koleżeństwo i
> środowiskowa solidarność.

Szmaty z adwokatury bronia monopolu
loel napisał:

> Masz dużo racji, ale projekt PiS ma duże wady.
> Moim zdaniem dobrym rozwiązaniem byłoby usankcjonowanie tego co już
>częściowo funkcjonuje, czyli działanie doradców którzy udzielają porad,
>zredagują pismo procesowe itp, a nie będą mogli występować przed sądem.
>
> A egzamin powinien być uczciwy dla wszystkich, limity spowodowane najwyżej
> możliwościami szkoleniowymi, nie wszystkiego można się nauczyć na studiach,
> a lepiej nie się nie uczą na swoich klientach.

Nie ma sensu dyskutować nad projektem, który z góry był skazany tylko na
zrobienie szumu. Posłowie PiS-u gdyby chcieli w sposób uczciowy zabrać się za
problem praw wykonywania zawodu, przede wszystkim zwróciliby uwagę na to, że
pod rządami poprzednio i obecnie obowiązujących ustaw wpis na listę aplikantów
nie podlega uznaniowej kwalfikacji komisji egzaminacynej czy też konkursowej.
To była i jest najprostsza droga do zlikwidowania patologii, bowiem w momecie
wpisu absolwenci uzyskują prawo do udzielania porad prawnych, a nawet
występowania w sądzie (o ile współpracują z adwokatem lub radcą prawnym)- a
jednocześnie co bardzo ważne podlegają zasadom wyrażonym w kodeksie etyki
zawodowej i podlegają sądownictwu dyscyplinarnemu. Projekty powołania do życia
osobnej semi - korporacji doradców podatkowych są ułomne nie dlatego, że gdyby
im nie przeszkadzano nie mogłyby zaoferować dobrego jakościowo produktu, ale
dlatego, że nie ma możliwości wbudowania na podstawie prawa o
stowarzyszeniach, instytucji samoregulujących. Moim zdaniem stanowisko tak
Adwokatury jak Radców Prawnych, nie wspominając już o Notariuszach jest
skrajnie nieodpowiedzialne, i kompromitujące te środowiska. To nie są elity,
na dzień dzisiejszy, którym można powierzyć tak odpowiedzialne zadania,i to
wbrew temu co one sobie wyobrażają właśnie ze względów moralnych. Proszę
zwrócić uwagę jak przebiega tam dyskusja na tematy etyki zawodowej - omawiana
jest tylko relacja klient adwokat, ale już nie adwokat społeczeństwo czy
Państwo. W rezultacie obie korporacje wyrażają swój brak zainteresowania, i
praktycznie odmawiają dyskusji na temat każdego kto nie jest członkiem tychże
korporacji. Taki poziom etyki, czy też mentalność to moim zdaniem ma, każdy
straganiarz.

gaya1 napisała:

>> Idź do dyrektora i powiedz mu o swoich kłopotach oraz o chwilowym braku
pomysłuna rozwiązanie tego problemu. Poproś go, aby towarzyszył Ci na następnej
> lekcji, być może przy nim nie będą rozrabiać. Niech dyrektor użyje tu swojego
> autorytetu.
*** Tak. Zgoda, ale dyrektor użyje swojego autorytetu tylko na tej jednej
lekcji. Na nastepnej znów problem powróci.

>Ponadto poproś do szkoły rodziców tych storzeń i wyjaśnij im, że
> praca w takiej atmosferze jest po prostu niemożliwa i nie rokuje dobrze na
> przyszłość.

*** Poproś NA LEKCJĘ, niech zobaczą jak zachowują się ich latorośle (szkoda, że
nie ma ukrytej kamery). Można zrobić tzw. lekcję otwartą dla rodziców, nie
uprzedzając ich o problemie, a mówiąc, że np. "chcałabym abyście państwo
zobaczyli, jakie postępy robią wasze dzieci". Chodzi o to, aby nie uprzedzili
dzieci, że chodzi o zachowanie.

> Zrób to, zanim uczniowie wsadzą Ci na głowę kosz na śmieci.

*** Myślę, że w tym przysłowiowym koszu na głowie tkwi problem. Czy nauczyciel
z "iskrą Bożą" pozwoli na taka sytuację????? Młody nauczyciel ma prawo do
problemów z dyscypliną, ale jeżeli minie kilka lat pracy zawodowej,
a nauczyciel nie radzi sobie z uczniami, to ... powinien (moim zdaniem) zmienić
zawód. Po prostu nie jest w stanie ich niczego nauczyć, bo co dziecko może
wynieść z hałaśliwej lekcji? Miałam kilka razy pytanie od bdb i db uczniów ( po
stwierdzeniu złych ocen z jakiegoś przedmiotu): " ale co mamy zrobić, skoro jak
pani tłumaczy, to jest taki hałas w klasie, że my nic nie słyszmy i nie
rozumiemy".
Mamy teraz taką "gwiazdę" szkolną (kl.4), z którą są nieprawdopodobne problemy.
Nie wspomnę,że z rodzicami jeszcze gorsze. Otóż Jacuś klnie, chodzi po klasie,
wykłóca sie z kolegami, nauczycielce potrafi powiedzieć :"odczep się głupia
babo" itp. Ale nawet na niego znaleźliśmy sposób : tylko po dobroci
(jakakolwiek agresja ze str. dorosłego wyzwala w nim najgorsze odruchy),
chwalić, rozmawiac iindywidualnie np, po lekcji z uśmiechem i prosząc, aby
w przyszłości ..., dać 5 za "bele co", czsem przytulić, okazać czułość jakiiej
on nie ma w domu. Zdaje egzamin. Na lekcjach dostaje zawsze indywidualne
zadanie i jest za nie "odpowiedzialny". Choć Jacusia mamy wszyscy po dziurki od
nosa, to od 4 lat b. się poprawił. Praca nad nim tym bardziej się opłaca, że
jest to dziecko inteligentne. Tylko ten dom rodzinny ..., z którego czerpie
wzorce... :(((

Radzę zwrócić sie do CKE - Wydział Egzaminów Zawodowych. Oni się tym zajmują i
wiedzą, gdzie znależć rozwiązania i zadania. Pozdrawiam.

Jak uczyć prawa dorosłych w policealnym studium ?
Jestem "nauczycielem" dość krótko, bo tylko 1 semestr, i stąd ten cudzysłów w
słowie nauczyciel. Uczę w prywatnym zaocznym policealnym studium zawodowym
przedmiotów prawnych. I są momenty, w których mam ochotę wyjść z siebie. Po
prostu nie wiem jak przygotować tych ludzi do egzaminu zewnętrznego. Prace
semestralne ściągają z internetu (ci inteligentniejsi) lub przepisują mi
zywcem rozdziały książek. Ostatnio urządzili u dyrektora wręcz rewolucję, bo
dałam im tematy prac semestralnych nie będące tytułami w podręcznikach
prawniczych i jest to ich zdaniem świństwo, bo zmuszam ich do przeczytania
tych książek.Na egzamienie zdarzały mi się przypadki, że słuchacz nawet nie
wiedział jakiego przedmiotu uczę ( Niestety jest to szkoła prywatna więc nad
każdym takim przypadkiem muszę sie "pochylić i wykazać zrozumienie" zamiast po
prostu odesłać z miejsca na poprawkę). Na zajęciach słuchacze:
a) spią,
b) uciekają na przerwie (średnia frekwencja w 31 osobowej grupie to 12-13 osób)
c) rozwiązują zadania z statystyki
d) uczą się na angielskiego.
Starałam się ograniczać teorię prawniczą do niezbędnego minimum określonego
przez program, staram się dawać im jak najwięcej przykładów z życia, wzbogacać
wykłady w ciekawostki i anegdoty, lecz to niewiele pomaga. Nie mogę stosować
klasycznych metod aktywizujacych takich jak dyskusja czy burza mózgów, bo z
braku nawet podstawowych wiadomości teoretycznych słuchacze nie są w stanie
brać w nich czynnego udziału. Próbowałam zastosować wobec nich gry dydaktyczne
i zabawy integracyjne stosowane na szkoleniach ("Bezludna wyspa";"Test NASA"
itp.)traktując je jako odprężający przerywnik w trakcie szczególnie nudnych
wykładów, ale brało w nich aktywny udział 3-5 osób z całej grupy podczas gdy
pozostali traktowali ten czas jako dodatkową przerwę. I co w takiej systuacji
robić ? Jak pobudzić ich motywację do nauki ? W jaki sposób to zrobić ? Moze
komuś z użytkowników tego forum udało się taki problem rozwiązać? Jeśli tak
to proszę o podpowiedź

Nie przepychałam go, zdawał sam. Nie jest tak łatwo zostawić dziecko w szkole
podstawowej (teraz jest trochę gorzej, bo w gimnazjum już mozna). Ale jak były
szanse, ze z LO wyleci, to go jednak przeniosłam do liceum zawodowego, u
rozpaczy mego ojca-profesora i matki-pisarki. To była najlepsza decyzja, jaka
podjęłam w życiu. Dostosowanie poziomu szkoły do dziecka, a nie odwrotnie.
W moim przypadku zostawienie w klasie niewiele by dało, bo syn był
inteligentny, tylko kompletny, denny leń. Z tym, ze jego lenistwo spowodowane
było pewnymi czynnikami obiektywnymi. W pierwszych klasach dostawał same złe
stopnie z powodu dysortografii. Jego nauczycielka wiedziała, ze ma
zaświadczenie, a mimo to obniżała wszystkie stopnie - odechciało mu się uczyć i
tak zostało.
Zastanów się, czy w przypadku Twojego też nie ma jakiś obiektywnych przyczyn?
Bo mnie psychologowie mówili, że zazwyczaj mozna znaleźć coś takiego.
O egzamin gimnazjalny kompletnie się nie martw. Niezależnie od wyników rejonowe
gimnazjum ma obowiązek go przyjąć - a w wypadku dziecka, które się nie uczy i
tak nie warto szukać jakiegoś super-gimnazjum, bo jeszcze będzie gorzej. Tak że
ten egzamin, wbrew powszechnie podsycanej panice, dla większości dzieci jest
kompletnie nieważny.
A o internacie też myślałam. Ale po pierwsze mnie nie stać, po drugie to chyba
nie jest dobre rozwiązanie, jeśli problemy są tylko w szkole, a nie w
zachowaniu.
I moze jeszcze jedna rada. Przesatań patrzeć na syna jako ucznia, a zacznij -
jako człowieka. Pomyśl sobie, ze wprawdzie się nie uczy, ale jest miły,
sympatyczny, grzeczny - czy coś takiego. Ostatecznie wyniki szkolne okazują się
dla przyszłości człowieka kompletnie nieistotne. Prawdę mówiąć, dla kariery
zawodowej też (ja sama ledwo skończyłam liceum - w pierwszych trzech klasach co
roku byłam zagrożona przynajmniej z fizyki i chemii, a reszty przedmiotów
miałam trójeczki, a teraz jestem profesorem. Prymuska klasy zawaliła studia.)
Pozdrawiam i zyczę takiego jak u mnie, optymistycznego zakończenia.
PS. Córka mojej przyjaciółki, najlepsza uczennica szkoły, która przez 12 lat
była przedmiotem mojej zazdrości jest razem z moim synem na roku, na tej samej
uczelni. W czasie egzaminy wstępnego dostała o 1/3 punktów mniej, niż mój syn...

Juz zadano chlopakowi pyt. czy ma kompleksy. To jakas popularna zagrywka widze. Prawda jest taka, ze skonczenie uniwerku nie daje lepsze startu, nie dzis. Nie mam nic przeciwko zdobywaniu wiedzy, wrecz przeciwnie, ale w zyciu przyda sie wam polowa rzeczy, ktorych uczyliscie sie na studiach. Popularne " 3Z- zakuc, zdac, zapomniec ". A liczba godzin wykladow ma sie jak piernik do wiatraka. Latwo to pokazac na prostym przykladzie.
Tomek byl tylko na 4 zajeciach z matematyki a Jasiu na 8 i czy to znaczy, ze Jasiu napisze egzamin lepiej? Odpowiedz nasuwa sie sama...

Generalnie lekko odbiegajac od tematu chcialbym nawiazac do samego trybu studiow. Wg mnie lepszym rozwiazaniem sa 3 letnie studia licencjackie a nastepnie studia uzupelniajace magisterskie ( dzienne or smth ), gdzie w miedzy czasie mozesz zdobywac praktyke. W Pewnym momencie moze zdazyc sie rowniez jakas propozycja pracy, wyjazd za granice itd. I w takim przypadku ma sie juz licencjata i nietrzebaby przerywac studiow 5 letnich. Bo tak naprawde jaka przewage maja studia magisterskie nad ww przykladem? Dla pracodawcy liczy sie przede wszystkim doswiadczenie zawodowe.
Chodz i tak nie oszukujmy sie, ale prace dostaje sie najczesciej poprzez znajomosci i nie ma sie tu czemu dziwic. Sami bedac kiedys pracodawcami bysmy tak robili. Rowniez latwo to zobrazowac na przykladzie.
O prace ubiegaja sie 2 osoby. Osoba nr1 skonczyla studia, jest magistrem. Osoba nr 2 rowniez jest magistrem lecz nie po UW, UJ itp. Natomiast osobe nr2 polecil pracodawcy jego bliski znajomy, rowniez pracodawca, ktory zapewnil go, ze jest to rzetelny, inteligentny, pracowity czlowiek. Odpowiedz nasuwa sie sama kto zostanie wybrany:]Lepiej wziac pewniaka niz kota w worku jaka jest osoba nr 1:) Tak dzieje sie w spolecznosci wiejskiej, w wielkich korporacjach jak rowniez w polityce...

Reasumujac: troche pogmatfana wypowiedz, wybaczcie :P

Ah
Jedyny zarzut jaki moge postawic tutaj niektorym osobom to to, iz czuja sie lepsi od osob studiujacych na uczelniach prywatnych, a to o czlowieku dobrze nie swiadczy. Sam studiuje na dziennych, moi znajomi studiuja na prywatnych i nigdy nie patrzylem na nich z gory, nie czulem sie od nich lepszy tudziez bardziej inteligentny. Wiec prosze pohamujcie sie bo w ten sposob krzywdzicie spora grupke osob a przeciez my sami mozemy z studiow dziennych wyleciec na zbity pysk i co wtedy? Okaze sie, ze jestesmy na studia dzienne za slabi co bedzie sprzeczne z tym co sie tutaj pisze...

Studenci rozczarowują krakowskich pracodawcÓw
Nie dziwię się wcale temu co czytam. Sam studiuję (wprawdzie zaocznie, ale
jednak) i wiem, że studia to w wielu wypadkach jedno wielkie kombinowanie (czyli
jak tu zdać nie ucząc się). Studiuję w innym mieście niż Kraków, ale podobna
sytuacja jest w całej Polsce.

Wiem, że dużym plusem dla pracodawcy podczas rekrutacji jest doświadczenie
zawodowe. W przypadku dziennych studentów tego akurat (w większości) brakuje.
Nie chce jednak gloryfikować zaocznych bo i tu znajdą się jednostki
niepracujące. Ale większość osób studiujących zaocznie po 5 (czy obecnie trzech)
latach ma więcej w CV niż niejeden student dzienny. Tak na prawdę to praca, a
nie studia uczą odpowiedzialności, uczciwości i sumienności (chyba, że jest się
na kompletnie nieodpowiedzialnym stanowisku, na którym cały dzień czyta się
gazete i surfuje po internecie - ale to pominę).

Co do znajomości języków - to już kwestia dyskusyjna. Ja np. bardzo dobrze znam
angielski co nie przydaje mi się niestety w pracy. Ale są branże, firmy, które
potrzebują takich osób. Dlatego uważam, że lektorat na studiach powinien trwać 5
lat, bo po 2,5 roku nauki, zdaniu egzaminu, niektórzy zapominają jak powiedzieć
bardzo proste rzeczy.

Zgadzam się z punktem, że powinno być więcej zajęć czysto praktycznych. Gdyby
odjąć wykłady, które są po to, żeby tylko być, studia trwałyby maksymalnie 2
lata i byłoby to dobre rozwiązanie. Teraz na 1 roku człowiek uczy się
psychologii, pedagogiki, socjologii, filozofii nawet jeżeli nie jest to zupełnie
związane z kierunkiem. I tu moje pytanie - po co? Horyzonty można rozwijać w
zupełnie inny sposób.

Pozdrawiam

Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

> To tak jakby w zakladach pracy zaczeli decydowac pracownicy lub zwiazki
> zawodowe.

A w Polsce tak nie jest?!

> W Stanach jak nie podoba ci sie szkola,to mozesz sam swoje dziecko uczyc i
> przyprowadzac je tylko na egzaminy.

To roziązanie popieram.

> Oczywiscie,ze to jest najlepsze rozwiazanie,bo to nic innego jak samo zycie
> czyli selekcja naturalna.

Uważaj z tą selekcją - już oberawłem na tym forum za to, że nie zamierzam
uszczęśliwiać wszystkich kosztem wszystkich ;-)

> Z tym ze na zroznicowanie poziomow ani wladze ani szkoly sie nie zgadzaja.

Jakby się zgadzały, to nie byłoby tej dyskusji.
Myślę, że od kilkunastu już lat nie wypada w Polsce mówić - władze. Mamy wolny,
demokratyczny kraj. Władza jest wybieralna, jest emanacją społeczeństwa.

> Nauczyciele tez wola zwiazki niz zroznicowane place.

To jest wygodne, bezpieczne.

> To nie chodzi o dobrych rodzicow lecz o to by WSZYSCY rodzice byli dobrymi
> rodzicami.

Boże drogi - witaj w PRL-u.
Przebiję Cię - fajnie by było jakby wszyscy ludzie byli piękni, młodzi, mądrzy
i bogaci.

> A po co jest NIK w Polsce.
> Kazdy program przy realizacji musi byc kontrolowany by nauczyc solidnosci tak
> rodzicow jak i dzieci.

NIK sprawdza kto i jak wydaje MOJE pieniądze.
Co mają do tego podpisy rodziców - nie wiem.

> Po co sa inspektorzy ONZ w Iraku?
> Przeciez Irak to cywilizowane panstwo z wielce cywilizowanymi wladzami i
> powiedzieli ze nie maja broni ABC.

Irak kilkakrotnie pokazał, że jest niebezpieczny. Tu chodzi o zagrożenie życia.

Pozdrawiam
Krzysztof Homan, nauczyciel
khoman@poczta.onet.pl

No tak ... się narobiło!
1. Stabilność zatrudnienia i jasne zasady poziomego awansu służbowego /np.
specjalista, starszy specjalista, ekspert/ są niezbędnym elementem motywacji.
Dlatego 3-y letni staż wraz z 3-y letnim planem wynikowym. I tutaj egzaminy
potrzebne, a nie staże - zawsze ktoś obuduje je dokumentacją, podpisami itd.
2. Korpus Służby Cywilnej - rzetelna, odpowiedzialna /karnie i cywilnie/,
prestiżowa robota. A nie ewentualne rozwiazanie dla tych, co im kwiaciarnia nie
wypaliła.
3. Egamin państwowy - jedny filtr i do tego jeszcze zapewniający stygmat
wysokiej jakości/.
4. Zmiana wymagań kwalifikacyjnych: szkoła podstawowa i przedszkole to miejsca,
gdzie kształtuje sie fundament wiedzy i umiejętności. Tu kwalifikacje powuinny
być równie wysokie jak np. w gimnazjach.
5. Nie jest winą rzeki, że wylewa i podtapia! Nie likwidujmy gimnazjów.
Przeciwnie - w tym typie szkoły odciążmy nauczycieli od zadań wychowawczych.
Życie ludzkie jest bezcenne i dlatego właśnie nie można oświaty traktować jako
zwykłego produktu; a jeśli już - to jako produktu pożytku publicznego. I
dlatego właśnie psycholodzy - na stażu zawodowym /określonym ustawą/ powinni
mieć wychowawstwo np. dwóch klas - będąc obecnymi na wybranych lekcjach;
nauczyciel - dydaktyka i udział w zespole wychowawczym; wychowawca to psycholog
realizujący również zadania z kresu profilaktyki, promocji zdrowia i treningu
umiejętności społecznych.
Za drogo? A ile kosztuje trumna Ani?
6. Wusłudze edukacyjnej jest to samo niebezpieczeństwo co w innych usługach:
liczyć się będzie kasa, a nie jakość. Albowiem tutaj jakość można dopiero
spostrzec po kilku latach - post factum.
No ale nie miejsce tutaj na informacje o kandydowaniu - choć rzeczywiście tak
właśnie jest.
Pozdrawiam gorąco, jednego z najciekwaszych nauczycieli jakiego poznałem.
m
Ps.
nadzór pedagogiczny normowany jest:
ustawą - kKarta Nauczyciela /praca naczyciela podlega ocenie w każdym
czasie ... nauczyciel posiada wolny wybór w zakresie programów .... itd/
rozporządzeniem o nadzorze pedagogicznym oraz rozporządzeniem o zasadach
dokonywania oceny pracy.
To ciekawe - że oceny dokonuje dyrektor szkoły, a więc pracodawca w rozumieniu
Kodeksu Pracy. Moim zdaniem powinien to być zawsze inny nauczyciel mianowany
lub dyplomowany pełniący funkcję kierowniczą w szkole /wicedyrektor/. Takie
rozwiązanie pozwoli na uniknięcie konfliktu interesów.

Panie Prezydencie!

Szanowny Panie Prezydencie!

Jesteśmy lekarzami stażystami, absolwentami wydziałów lekarskich uczelni
medycznych A.D.2003. W październiku ubiegłego roku, po 6 latach trudnych
studiów, pełni entuzjazmu oraz chęci dalszego kształcenia i doskonalenia
zawodowego, rozpoczęliśmy pracę w jednym z najbardziej odpowiedzialnych
zawodów.
Obecnie wszyscy odbywamy staż podyplomowy, podczas którego, pod okiem naszych
nauczycieli i opiekunów, przygotowujemy się do samodzielnej pracy w zawodzie.
Po zakończeniu stażu mamy, jako pierwszy rocznik, zdawać Lekarski Egzamin
Państwowy (LEP), który ma warunkować uzyskanie tzw. pełnego prawa wykonywania
zawodu.
Sama idea przeprowadzenia egzaminu i weryfikacji wiedzy jest słuszna, jednak
przepisy regulujące jego wprowadzenie wydają się być sprzeczne z Konstytucją
RP i dla nas krzywdzące. Termin przeprowadzenia LEP uniemożliwia nam podjęcie
pracy w zawodzie przez okres od dwóch do ośmiu miesięcy, mimo uzyskania
pozytywnego wyniku. W konsekwencji około 2500 młodych, wykształconych ludzi
powiększy grono bezrobotnych. Kto zatrudni lekarza, który nie ma prawa
wypisać recepty ani skierowania?
Egzamin, o którym mówi się już od 8 lat, nadal nie jest przygotowany. Nie
znany jest szczegółowy zakres wiedzy, brakuje banku pytań a nawet listy
obowiązujących podręczników. Co więcej, mamy być pozbawieni nie tylko
możliwości odwołania ale nawet analizy wyników testu. Uważamy, ze jeśli młody
lekarz popełnia błąd, powinien zostać o nim dokładnie poinformowany by, w
trosce o przyszłych pacjentów, mógł uzupełnić swoja wiedzę.
Wierzymy, że nasze problemy spotkają się z zainteresowaniem i zrozumieniem
Pana Prezydenta. Prosimy o pomoc w rozwiązaniu naszego problemu. Mamy
nadzieję, że dzięki Pańskiemu zaangażowaniu zachowamy nasz optymizm i godnie
rozpoczniemy życie zawodowe.

Witam -

njola napisała:
> > Tak wybiera sie na UJ na kierunek ogólny.Nie dopytuję sie o szczegóły,bo m
> am
> nadzieję,ze jeszcze sie rozmysli.
>

czyli ten, ktory sama konczylam. adres: Instytut Psychologii Uj, al.
Mickiewicza 3.

> > Nie zaobserwowałam jakichkolwiek problemów w związku z jego psychiką.
> Wiem,ze duzo czyta książek o tej tematyce,bo ja chętnie takie kupuje.
> Niestety nie ma kontaktu z osobami o podobnych zainteresowaniach.
> Jego koledzy w szkole nastawieni są raczej na informatyke i elektronike.
> Starszy syn studiuje Telekomunikacje na AGH, a młodszy tez skłania sie raczej
> w kierunku nauk scisłych.
>
rozumiem. co do kontaktów z osobami o podobnych zainteresowaniach - takie osoby
syn moglby spotkac na kursach przygotowawczych [na psychologii taki kurs
prowadzil - mam nadzieje, ze dalej prowadzi - dr B. Dobroczyński]. Ponadto
pozostaje siec - kanal IRC #psychologia. No i jeszcze znajomi, ktorzy moze nie
wybieraja sie napsychologie, ale interesuja ta nauka.

>
> > Zainteresowań ma wiele.Z tego co wiem będzie zdawał maturę łączoną z
> egzaminem na AGH.
> Jednak na psychologie jest gotowy zdawać do skutku.
>

rozumiem jego determinacje, mam nadzieje, ze jesli zdecyduje sie rzeczywiscie
na zdawanie na ten kierunek, jego determinacja nie pojdzie na marne.

> Mam prośbe o podanie adresu poradni psychologiczno-zawodowej w Krakowie.
> Myslę,że od tego trzeba bedzie zacząć.

jesli w szkole Pani syna jest psycholog/pedagog, proponuje rozpoczac od niego -
psycholog/pedagog szkolny moze wprost skierowac Pani syna do wyznaczonej
poradni. Jesli sie tak nie stanie, podaje adresy:
Poradnia Psychologiczno-Zawodowa nr 1, ul. Chmielowskiego 1, tel. 4305052
Poradnia Psychologiczno-Zawodowa nr 2, ul. Lenartowicza 14, tel. 6334246
Poradnia Psychologiczno-Zawodowa nr 3, ul. Konfederacka 18, tel. 2661950
Poradnia Psychologiczno-Zawodowa nr 6, ul. Piłsudskiego 29, tel. 4222712
Niestety, nie moge Pani udzielic informacji na temat ewentualnej odplatnosci za
wizyte w takiej poradni i ewentualnego sierowania [nie powinno byc ani jednego,
ani drugiego, ale byc moze mam przestarzale informacje, niestety, nie pracuje w
zawodzie].
mam nadzieje, ze sprawa sie rozwiaze, czego zycze i Pani i Pani synowi -
pozdrawiam,
Mevillian

jetbang napisał:

> taaa mojemu braciakowi dziabneli na rok za podobne (wyprowadzał z
zaśnieżonego
> parkingu starego tylnonapedowca żeby kumpel mógł ich odwieźć do domu - 1,76
> promila i ups) coś co tobie tyle ze to nie wawa była i na roku sie skonczyło
>
> ale mała uwaga - sad nie moze Ci zabrać prawka na tą kategorie która Ci jest
> potrzebna do pracy zawodowej (zarobku na utrzymanie rodziny) - braciak miał
ABC
>
> to na C mu zostawili bo był kierowcą TIRa
> tylko nie wiem jaki to paragraf i jaki kodeks bo prawnikiem nie jestem i sie
> nie interesowałem tym ...
>
> nie wiem jak to u Ciebie wygląda ale myslę że wskazany byłby kontakt z jakimś
> cfanym prawnikiem który za te 500 pln powinien Ci pomóc w rozwiazaniu Twojego
> problemu w sposób całkowicie legalny acz nie koniecznie prosty!!!
> acha i z tego co wiem to jesli zabrali Ci na więcej niż rok to cóż będziesz
> musiał zdać ponownie egzamin .... :-///
>
> pozdrawiam!!!
>
> a co do głupich policjantów - mój wynik za jednym zamachem 14 pkt + 200 pln
> (stargowane z 1000) i to za nic - jest wiecej takich przykładów

Dzięki za info ale teraz to juz musztarda po obiedzie , ja wybrałem dobrowolne
przyznanie się do winy ( i to był mój wielki błąd) i jest prawomocny wyrok ,
wiec teraz to chyba sie juz nie da tego wyroku podważać ,

Nie wiem jak to jest z tym wykorzystanie do pracy , niby jest tak że kierowcą
nie jestem , ale tego co mam robić nie da się robic bez prawka , więc nie wiem
bo to tak jakby zabrali prawko osobie np Dyrektorowi HR który ma pod soba biuro
i fabryke , i bez prawka nie ma szans pracy , ale de facto nie ma nigdzie
wpisane że jest kierowca , i nie wiem na podstawi czego oni to kryterium czy
zawodu wyuczonego czy jak ?? Ale i tak dzieki sprawdzę !!!
>

No chyba trzeba rozruszac to towarzystwo zeby smutaski wywalic.
Nie wiem czemu sie nie udalo, byc moze ciagle za malo tego progesteronu, a moze
za duzo testosteronu, a moze jajeczko nieudane, a moze jakas wada by byla, tyle
jest tego moze ze nawet nie staram sie zgadnac.
Malutka nie mysl jeszcze o adopcji, masz jeszcze troche czasu na to, najpierw
jest potrzebna diagnoza, potem leczenie a dopiero wtedy jesli nie przyniesie to
rezultatow mozna sie zastanawiac, masz jeszcze troche czasu a medycyna
postepuje szybko
Darciu Ty sie tez nie lam, bo przeciez w koncu znajdziecie jakis sposob na to
zeby miec swojego maluszka, jesli nic we wloszech sie nie zmieni to moze w
innym kraju, nie ma tak zeby sie nie dalo, podobniez dla chcacego nic trudnego
i jestem pewna ze nie ma nikogo chcacego mocniej niz kobieta chcaca miec
dziecko, wiec przyjdzie na nas kolej. Jakis czas temu ogladalam w tv program na
temat dawczyni swojego ciala na 9 mies dla par ktore nie mogly miec dzieci ze
wzgledu na to ze kobieta nie byla wstanie donosic ciazy. Ta kobieta ma 40 lat i
urodzila juz 7 dzieci z jajeczka i plemniczkow pary. Doszlam wtedy do wniosku
ze jesli istnieja tacy ludzie na swiecie to znaczy ze jeszcze nie jest
najgorzej i rozwiazanie sie w koncu znajdzie.

Moj M zdal pierwsza czesc bardzo istotnego egzaminu zawodowego z powodu
czego bardzo sie cieszymy, druga czesc czeka go za 2 mies i wtedy moze
finansowo tez troche do przodu wyjdziemy. Ja mysle o zmianie pracy, ale boje
sie troche bo to jest dla mnie jakby krok do tylu, choc czasami trzeba zrobic
jeden krok w tyl zeby moc pojsc dwa do przodu.
Wysiadlo nam centralne ogrzewanie, nie mamy od przedwczoraj ani cieplej wody
ani ciepla w domku, tak wiec jest niefajnie bo temp w srodku osiagnela jakies
17st pomimo dogrzewania sie farelkami, a brak cieplej wody przy @ jest czyms
czego nikomu nie zycze... Dzis ma przyjsc pan mechanik do naprawy a za tydzien
do dwoch wymieniamy piec na nowiutki coby wiecej takich sytuacji nie miec.

moja ostatnia ciąża wkrótce się skończy a ja....
nie mam czasu się nią cieszyć :( w ogole przez większość czasu nie pamiętam
że jestem w ciąży, tylko jak muszę coś zrobić przy czym mi niewygodnie… nawet
ruchów dziecka prawie nie zauważam… mam na głowie chorego synka i pisanie
pracy magisterskiej – synek już tydzień choruje, bierze antybiotyk czwarty
dzien i wciąż ma gorączkę. Przyszły tydzień będzie też cały siedział w domu a
ja z nim. Dobija mnie niemożność wyjscia na spacer, sama się wyrywam na pół
godziny jak wraca mąż… no i nie mam jak pisac pracy gdy jestem z synkiem
sama. Teraz jest mąż i tesciowa wiec siedze i piszę, jestem taka zmęczona,
powinnam dzis skończyć brudnopis pracy, oby się udało… o drugim dziecku myslę
w kategorii jeszcze większego ciężaru, myślę że źle zaplanowaliśmy że urodzi
się w samym środku sezonu chorobowego. Przeraża mnie mysl że będą chorować
obaj, zwłaszcza noworodek (starszy miał pierwszy katar w wieku 7 miesięcy)
zaczęłam myśleć o tym żeby zabrac starszaka ze żłobka, ale co będzie wtedy z
moimi studiami – 6 egzaminów w sesji zimowej (styczeń-luty)… a niania nie
jest rozwiązaniem – teraz starszy jak jest chory cały czas wisi na mnie,
zresztą jak jest zdrowy a ja jestem w domu to też nie chce się bawić z
babcią. A młodszym też nie będę się miała kiedy cieszyc ucząc się kółko do
egzaminów :( zakupy dla niego robię pospiesznie na allegro, ciuszki nie
wyprane, nic nie spakowane a to 35 tydzien leci – już sni mi się to po
nocach… mój gin zachorował i nie byłam u niego już 6 tygodni a miałam w
zeszłym tyg. słuchać serduszka… w korporacji zawodowej straszą mnie
wykreśleniem z listy bo nie dosłałam jakiś dokumentów a szalenie uczynna
sekretarka wciąż się ociąga żeby mi je załatwic (sama nie mam jak pojechac do
firmy z chorym dzieckiem). Moja mama ma w przyszłym tyg remont i nie może mi
pomóc a tesciowa pracuje… z mężem wciąż się kłócę o duperele, a on by tez
chciał pracowac w domu, ja go wyganiam a on nie ma gdzie usiąść (najwieksza
uczelnia w kraju nie jest w stanie zapewnic miejsca do pracy swojemu
adiunktowi). Przeraża mnie mysl o 2 latach wychowawczego – chyba zeświruję
siedząc z dwójką dzieci w domu i kto mnie potem zatrudni, a z pensji męża nie
wyżyjemy. I jeszcze parę innych ale do tego miejsca pewnie nikt nie dotarł :(
tak tylko chciałam się wypisac….

robespierra napisała:

> Szkocja, mimo że jest integralną częścią Wielkiej Brytanii, w kwestiach
> edukacji już od 1872 roku korzysta z daleko idącej autonomii, zarówno w
> zakresie programów szkolnych, jak i rozwiązań organizacyjnych.

Dopiero od 1872? Raczej od zawsze.
Oświata szkocka (tak samo jak prawo, itd.) nigdy nie została zintegrowana z
angielską, więc kiedy w latach 70 XIXw szkoła zaczęła być obowiązkowa w Europie
zachodniej to stworzono dwa całkiem odrębne systemy, tak samo jak założono
wtedy dwie różne ligi piłkarskie.

> Szkolnictwo szkockie jest dwustopniowe: szkoła podstawowa obejmuje siedem lat
> nauki dla dzieci od piątego do 11. roku życia, a szkoła średnia sześć lat -
od
> 12. do 18. roku życia.

Tak jest. P1 - P7, oraz S1 - S4 są obowiązkowe.

> Przechodzenie z klasy do klasy jest automatyczne, odbywa
> się z wiekiem, niezależne od postępów w nauce.

Ogólnie tak...

> Ze względu na bardzo niską
> gęstość zaludnienia w Szkocji, na niektórych obszarach tylko 0,08 osób na
> kilometr kwadratowy, wiele szkół obejmuje obszar o średnicy od 50 kilometrów
> (szkoły podstawowe) do 100 (szkoły średnie).

Ale ponieważ na zadupiu prawie nikogo nie ma, bardzo mało jest takich szkół.
Ogromna większość ludzi mieszka w dużych i średnich miastach.

Co do reszty, lata S1 i S2 obejmują przedmioty bardzo ogólne i jednakowe dla
wszystkich, S3 i S4 to przygotowanie do egzaminów (czysto akademickich,
zawodowych, to zależy). Potem w S5 możesz zdać bardziej zaawansowane egzaminy,
powtorzyć poprzednie, wybrać inne przedmioty, albo jak chcesz. Tak samo w S6.
Większość kończy po S4, ale w ostatnich latach prawie 50% uczy się dalej.

z postów autorki tego wątku nie wynika dlaczego się czuje dyskryminowana -
koleżanki jej nie zapraszają? nie ma znajomych? Przyjaciół?
Nie wierzę że jedynym powodem takiego stanu rzeczy jest brak chęci na dziecko,
a raczej sama postawa i osobowowść anibani.

U mnie instynkt macierzyński odezwał się dosyć wcześnie, ale i wcześniej
wiedziałam że będę kiedyś miała dzieci, i podobnie jak ktoś wyżej zauwazył jak
spotkałam TEGO właściwego faceta to jedną z pierwszych myśli było żeby mieć to
dziecko z nim i dla niego. Pewnie dużą rolę odgrywają w tym mechaniźmie
decyzyjnym hormony feromony i biologia, a ja choć jestem ścisłym umysłem to nie
umiem się wczuć w sytuację osoby która w ogóle nie chce nigdy mieć dzieci. Ale
nie przeszkadza mi to, to jest fajne, że ludzie mają różne pomysły na życie.
Moje życie jest bardzo bogate barwne, pełne podróży i przyjaciół, mam cudowny
zawód, pracę, męża i dzieci są dopełnieniem tego życia. Dziecko w niczym nie
przeszkadza jeżeli cię stać na nianię albo jest ktoś do pomocy - babcia np.
Ja z dzieckiem zrobiłam doktorat, pozdawałam trudne egzaminy zawodowe, byłam na
stypendium naukowym za granicą, jedynie wakacje przez 4 lata spędzałam nad
Bałtykiem a nie nad możem Śródziemnomorskim, które uwielbiam - z powodu
dzieci - to jedyne ograniczenie które mnie spotkało, ale jakie miłe hehe.

To wszystko może z dziećmi kosztuje więcej czasu, uwagi, ale przy odpowiednim
zaplanowaniu jest całkowicie wykonalne. Tak samo rozmiar 36 po ciążach też
można utrzymać.

Z koleżankami, które nie mają dzieci rozmawiam o czym innym i nie ma problemu,
w ogóle nie odczuwam, że jest jakaś dyskryminacja kobiet bezdzietnych- no bo
jaka? Jeżeli ktoś się czuje dyskryminowany to jest to czasami tylko jego własne
odczucie i jakiś wewnętrzny problem, który najlepiej rozwiązać u psychologa
może? oczywiście nie chodzi mi o rozwiązanie problemu tak żeby chcieć mieć
dziecko, ale tak, by osiągnąć stan w którym w pełni godzę się sama ze sobą na
nieposiadanie dziecka i ani mnie to grzeje ani ziębi, nie myślę o tym.

Ciekawe dlaczego aniabania, która nie chce mieć dzieci tak się tym przejmuje?
Nie to nie, i co z tego?

to jak pracowałaś na pełny etat (8-16 lub 17 pon. piątek)
> to kiedy studiowałaś? i dziecko ? to żart jakiś, chyba, że egzaminy były
ściąga
> ne i gotowce
> ja na dziennych na politechnice wychodziłem o 9 rano a z uczelni po
wszystkich
> wykładach wracałem o 18 a potem siedziałem i robiłem projekty, nieraz nad
rysun
> kami technicznymi siedziało się do 2 godziny w nocy !!!
> o sprawozdaniach z laboratorium nie wspominam
> to niby kiedy pracować ? w niedzielę ? albo w wakacje chyba (ale to fizycznie)

Nie było mnie stać na studia dzienne, dlatego zdecydowałam się na ekonomię
wieczorowo w AE w Poznaniu. Przechlapalne praca codziennie od 8-16 (dojazd 40
km pociągiem) zajęcia od 17 do 22 w domu o 23.30. Dziecka nie widywałam prawie
wcale (4-5 rok studiów). Wielokrotnie słyszałam, że jestem wyrodną matką itd.
itp. z ust "życzliwych" koleżanek. Z tym, że ja w tej chwili jestem ustwiona
zawodowo i życiowo, a one piszą tego typu maile jak ty. Mała ma w tej chwili 9
lat i moja praca zawodowa nie wpłynęła negatywnie na jej rozwój intelektualny i
emocjonalny.

Dlatego wkurza mnie jak słyszę teksty jak to trudno jest na studiach, ile czasu
zajmuje nauka itd. Wszystkie egzaminy zdawałam w terminie i może na twojej
uczelni możliwe są "gotowce". U mnie nie było to możliwe. Naturalnie czasami
powtórzyły się kilka pytań z lat ubiegłych, ale i tak trzeba było się dużo
uczyć. Wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś ma dużo czasu to nie potrafi go
szanować, ja niestety musiałam mieć każdy dzień zaplanowany z dokładnością do
15 minut. Naturalnie wiem, że bez pomocy rodziny nie miałam szans. Nikt nie dał
mi mieszkania. Mama całe życie ciężko pracowała na moje i brata utrzymanie, od
ust sobie odejmowała, tatuś nie pomagał wcale, miał drugą żonę i utrzymanie
dzieci go nie obchodziło.. i dlatego obiecałam sobie, że moje dziecko będzie
miało lepiej. Mój mąż mówi, że powinnam dziękować mamie za to, że miałam takie
trudne dzieciństwo, bo dzięki temu wiem co to znaczy ciężka praca i trudności
mnie nie załamują. Staram się zaakceptować (mentalnie) najgorsze rozwiązanie, a
potem robię wszystko, aby do niego nie dopuścić.

Naturalnie ty możesz dalej się użalać, ja nie mam na to czasu. Bye, bye...

judyta2000 napisał(a):
"Nie było mnie stać na studia dzienne, dlatego zdecydowałam się na ekonomię
wieczorowo w AE w Poznaniu. Przechlapalne praca codziennie od 8-16 (dojazd 40
km pociągiem) zajęcia od 17 do 22 w domu o 23.30. Dziecka nie widywałam prawie
wcale (4-5 rok studiów). Wielokrotnie słyszałam, że jestem wyrodną matką itd.
itp. z ust "życzliwych" koleżanek. Z tym, że ja w tej chwili jestem ustwiona
zawodowo i życiowo, a one piszą tego typu maile jak ty. Mała ma w tej chwili 9
lat i moja praca zawodowa nie wpłynęła negatywnie na jej rozwój intelektualny i
emocjonalny.

Dlatego wkurza mnie jak słyszę teksty jak to trudno jest na studiach, ile czasu
zajmuje nauka itd. Wszystkie egzaminy zdawałam w terminie i może na twojej
uczelni możliwe są "gotowce". U mnie nie było to możliwe. Naturalnie czasami
powtórzyły się kilka pytań z lat ubiegłych, ale i tak trzeba było się dużo
uczyć. Wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś ma dużo czasu to nie potrafi go
szanować, ja niestety musiałam mieć każdy dzień zaplanowany z dokładnością do
15 minut. Naturalnie wiem, że bez pomocy rodziny nie miałam szans. Nikt nie dał
mi mieszkania. Mama całe życie ciężko pracowała na moje i brata utrzymanie, od
ust sobie odejmowała, tatuś nie pomagał wcale, miał drugą żonę i utrzymanie
dzieci go nie obchodziło.. i dlatego obiecałam sobie, że moje dziecko będzie
miało lepiej. Mój mąż mówi, że powinnam dziękować mamie za to, że miałam takie
trudne dzieciństwo, bo dzięki temu wiem co to znaczy ciężka praca i trudności
mnie nie załamują. Staram się zaakceptować (mentalnie) najgorsze rozwiązanie, a
potem robię wszystko, aby do niego nie dopuścić.

Naturalnie ty możesz dalej się użalać, ja nie mam na to czasu. Bye, bye... "

Judytko moje historia jest bardzo podobna. Rok studiowałem na dziennych ale
musiałem podjąc pracę bo nie miałem pieniędzy na dzienne , przeniosłem się na
zaoczne, zajęcia na politechnice miałem piątek-sobota-niedziela od 8 do 21
potem czasami zero snu w nocy bo projekty, sprawozdania itp, potem żona dziecko-
życie. Teraz mam dobrą prace, wspólnie z żoną jeszcze firmę i nie siedze i nie
biadole jak moi kumple po dziennych którzy chlali wóde i przez 5 lat studiów
nigdzie nie pracowali. Pracodawcy doceniają takich ludzi jak TY i Ja . Nie mam
problemów gdzy na rozmowie o pracę powiedziałem ze chcę 5000zł i dobre auto
służbowe. Pozdrawiam Cię serdecznie, a reszta niech biadoli albo wyjeżdza myć
gary i Irlandii

> Powiem tak: wszystko zależy od uprawianej dziedziny. Jasne, że lekarz czy
inzyn
> ier budownictwa nie zdobędzie doświadczenia "pracując w domu". Ale o
programiśc
> ie świadczą funkcjonalne, działające projekty; - i wiek nie ma znaczenia.

W porzadku , wezmy przyklad programisty. Ile programow i o jakim stopniu
trudnosci mozna zrobic pomiedzy egzaminami w ciagu kilku lat studiow??? Jezeli
porownasz to z praca na pelnym etacie w powaznej firmie, gdzie stopien
trudnosci "projektu" jest zwykle duzo trudniejszy, to przyznasz, ze praktyka
domowa to dopiero start. Najwazniejsze jest jednak, ze praca w albo z powazna
firma daje mozliwosci tzw "networking" i korzystania z doswiadczen innych.
Bez "networking" i korzystania z doswiadczen innych rozwiazanie niektorych
problemow moze zajac niepotrzebnie lata. Dzieki temu zdobywa sie dopiero
powazne doswiadczenie. A jak taki "networking" mozna zdobyc bez prawdziwych
kontaktow zawodowych pracujac w domu???

Podob
> nie o naukowcu - publikacje w dobrych czasopismach fachowych.

I myslisz, ze mlody naukowiec, chociazby najzdolniejszy, bedzie masowo
publikowal dojrzale wyniki badan w najlepszych czasopismach w rok po ukonczeniu
doktortu?? Widze, ze masz ograniczone doswiadczenia w tej dziedzinie. Wielu
mysli podobnie jak ty i spotyka ich zawod. Ci co ich oceniaja mysla zwykle
inaczej. I nie wprowadzajmy tu problemu z polskim switkiem, a raczej
polswiatkiem profsorskim oraz problemu prywatnych folwarkow na uczelniach. To
co pisze, ma spojrzenie obiektywne i nie ma nic wspolnego z polska patologia.

Gdzie tu jest nie
> bezpieczne myslenie? Chodzi mi wyłącznie o ocenianie ludzi po osiągnięciach,
i
> to nie o SAMOocenę, ale o faktyczny dorobek.

Oczywiscie. Tylko ocena zewnetrzna rozni sie czesto od samooceny. I tu jest
problem. Ocenmy sie OBIEKTYWNIE, a lepiej, zeby ocenili (docenili) nas inni.

Jeśli ktoś, zamiast się szwendać p
> o pubach, zdobył go w młodym wieku, dlaczego nie miałby być stosownie
doceniony
> finansowo?

Z tym sie zgadzam, ale poziom oceny zostaw osobom trzecim, a nie oceniaj sie
sam, jak to robi wielu wlaczajac autora tego watku.

Pozdrawiam

Matura a egzamin na studia
Bo błąd polega na tym, że matura zastępuje egzamin na studia. Tak
zorganizowana matura zawęża mozliwość wyboru kierunku studiów i
dezorganizuje procedurę naboru na uczelniach.
Dlaczego zawęża mozliwość wyboru kierunku studiów?
Na przykład młody człowiek decyduje się owczym pędem studiować
prawo, psychologię lub pedagogikę. Zdaje więc na maturze przedmioty
humanistyczne. Niestety ma pecha i nie dostaje się na wybrany
kierunek. W radio mówią ciągle o drugich naborach na kierunki
politechniczne, ekonomiczne ale niestety nie spełnia wymogów
formalnych - brak matury z matematyki. Znam bardzo wiele przypadków
osób które zaczynały od falstartu na prawo a obecnie realizują się
zawodowo jako inżynierowie i cieszą się z życia. Obecna matura
zmniejsza mobilność maturzystów, co w świecie w którym liczy się
właśnie mobilność i gotowość do zmian jest rozwiazaniem fatalnym -
pod prąd cywilizacji.
Obecna matura dezorganizuje procedury naboru na uczelniach gdyż
umozliwia jednoczesne składanie dokumentów na wielu uczelniach -
rekordziści składają dokumenty np. na wszystkich Akademiach
Medycznych jednocześnie. W efekcie na pierwszych miejscach list
przyjetych na wielu kierunkach są te same nazwiska. Uczelnie radzą
sobie z tym problemem mniej lub badziej zgodnie z prawem wymagając
wpisu na studia i w przypadku braku takowego przyjmowania w 2-gim
naborze lub z tzw. listy rezerwowej. Tak czy owak zawsze okazuje
się, że na listach są martwe dusze i dopiero pierwsza sesja
porządkuje listy studentów. Choć też nie do końca. Niedawno obil się
w mediach przypadek studenta który pobierał stupendium socjalne na
ok. 30 kierunkach.

coz...
charakterystyka problemu oswiaty poniekad dobra, ale nie uwzglednia wszystkich
problemow...
jako ze doswiadczylam tematu od srodka, moge potwierdzic, ze czesc nauczycieli
to ludzie ograniczeni. moze inaczej - moj wydzial, okreslany przeze mnie i moja
dobra kumpele jako cipkowo wielkie, napawal nas przerazeniem. bo wiedzialysmy,
ze choc rozne panny-meduzy pier*** farmazony o wielkich sprawach skoncza w
szkole jako nauczycielki (nie ma nic zlego w byciu nauczycielem), ale dla nich
bedzie to zyciowa tragedia. bo marzyly o rzeczach wznioslejszych, a spadly do
roli stasi bozowskiej, ktorej nie potrafia w pelni podjac.
czesc druga - tak wiele zalezy od dyrekcji, ktora dobiera sobie normalne grono
pedagogiczne. i pracowalam w miejscu, do ktorego non stop zajezdzam z sentymentu
i zyje informacjami o tej szkole. pracowalam tez u dyrektora, ktory jako cel
nadrzedny stawial sobie zwabienie najwiekszej liczby uczniow (liceum), choc ich
punktacja z egzaminow byla zenujaca. i w taki oto sposob z jednego z calkiem
niezlych liceow warszawskich zrobil przez chyba 20 lat cos, co poziomem edukacji
przypomina zawodowke - tyle tylko, ze osobiscie szanuje zawodowki, bo przyuczaly
do zawodu i nie probowaly udawac, ze sa czyms innym. a tu uczniowie szumnie
mowia o liceum, ale poziom ich wiedzy, jak i poziom ich kultury osobistej jest
porazajacy. tyle tylko, ze temu mozna by zapobiec, ale wszystko zalezy od
polityki jaka obierzesz - albo masz szkole pelna uczniow (czyt. pieniadze), albo
ledwo przedziesz.

i jeszcze jedna kwestia to wszechogarniajaca pornografia docierajaca tez do
> dzieci, które traktują ją jako coś coraz bardziej normalnego...no ale mamy
> wolność a wszelkie ograniczenia to zaraz pisk lyberałow, ze to zamach na
> demokrację i takie tam

i z tym sie zgadzam w pelni. ale niestety jest juz troche tak, ze machina
ruszyla i w tej chwili nie da sie jej cofnac, ale trzeba nieco zmienic jej tor.
ale (nie uzywajac nazwisk) nie jest rozwiazaniem tworzenie szkol dla trudnej
mlodziezy. wystarczyloby przywrocic dawny wymiar OHP (ktore teraz zrobilo sie
zwyklym posredniakiem), czy szkoly zawodowe (nawet licea profilowane ich nie
zastapia), bo to by po czesci rozwiazalo narastajacy problem - brak
fachowcow-rzemieslnikow na polskim rynku pracy.

ale w koncu jestesmy na KK, wiec napijmy sie piwa...
zeby atmosfera nie zrobila sie zbyt ciezka...

Gość portalu: Fasy napisał(a):

> Matura z definicji to egzamin DOJRZłOśCI a nie egzamin z lektur
(czy
> czegokolwiek innego). Człowiek na maturze ma udowodnić, ze potrafi
MYśLEć.
> Jeżeli ktoś nie przeczytał jakiejś obowiązkowej lektury to po
prostu nie
> powinien być do matury dopuszczony!!!

Zaprzeczasz sam sobie.
Skoro matura to egzamin dojrzałości, a nie egzamin z matur, to po co
piszesz w drugiej części wypowiedzi, że nie przeczytanie danej
lektury, ma dyskwalifikować z uczestniczenia w maturze?

Tak, zgadzam się, że matura to egzamin dojrzałości, który ma
sprawdzić, czy młody człowiek potrafi myśleć, rozwiązywać problemy.
Jeśli zadaje mu się jakiś problem - to jego sprawa, jak ten problem
rozwiąże. Czy przytoczy tą, czy inną lekturę, takie, czy inne
rozwiązanie. Nauczyciel powinien później ocenić, czy i jak ten dany
problem został rozwiązany?
Wiadomo, ten uczeń, który przeczytał więcej lektur, będzie posiadał
większą wiedzę i większe możliwości rozwiązania danego problemu -
zasłuży na lepszą ocenę.
Natomiast uczeń, który przeczytał mniejszą ilość lektur, nie musi
być wcale gorszy na maturze. Jego zdolność analizy i rozwiązywania
problemów, może sprawić, że wcale gorszej pracy nie napisze.
Co z tego, że dany uczeń przeczyta wszystkie lektury i jeszcze 100
innych książek nadobowiązkowych jeśli żadnej z nich nie zrozumie i
nie będzie potrafił odpowiednio użyć i przytoczyć w pisanej przez
siebie pracy. A inny uczeń przeczyta tylko kilka, ale ze
zrozumieniem i "zrobi z nich użytek" na maturze...

A co z umysłami ścisłymi?
Ja do takich należę. Zawsze miałem problemy na języku polskim.
Natomiast matematyka, fizyka i wszystkie zawodowe przedmioty w
technikum i potem na studiach nie sprawiały mi żadnych problemów.
Jak ocenić takich ludzi jak ja? Z polaka, historia, geografia i
innych słabo, bardzo słabo, za to ze ścisłych bardzo dobrze i
celująco...